O teraźniejszości

Tydzień temu napisałem, że jednym ratunkiem przed pochłaniającym bagnem przeszłości jest dotknięcie teraźniejszości i zatracenie się w niej bez końca. Zabrzmiało tak jak jakbyśmy musieli dokonywać specjalnego aktu woli, by chwytać się teraźniejszości. Nie jest tak, bo samo słowo ją określające odkrywa to, czym ona jest. To te-raź-niejszość. To ona nas razi, poraża, bierze w swoje posiadanie, uderza niczym piorun, jest jedyną rzeczą, jakiej tak naprawdę doświadczamy. Nasze myślenie od niej ucieka, pogrąża się w przeszłości albo wybiega w przyszłość. Obydwa te kierunki są iluzją, wspominaniem albo planowaniem. Jedynym co istnieje jest tylko po-rażająca nas teraźniejszość. W dotyku, w ogarniającej wszystko emocji, w pochłaniającym przepływie fascynacji, w namiętnym skupieniu, gdy nie ma nic poza tu i teraz, tylko wtedy wiemy, że żyjemy. Poza chwilą teraźniejszą nie ma nic.

Sponsored Post Learn from the experts: Create a successful blog with our brand new courseThe WordPress.com Blog

WordPress.com is excited to announce our newest offering: a course just for beginning bloggers where you’ll learn everything you need to know about blogging from the most trusted experts in the industry. We have helped millions of blogs get up and running, we know what works, and we want you to to know everything we know. This course provides all the fundamental skills and inspiration you need to get your blog started, an interactive community forum, and content updated annually.

O przeszłości

„Przeszłość jest jak wielka trąba powietrzna, która stale ciągnie człowieka do tyłu. Kiedy nie idziesz do przodu, cofasz się. Gdy tylko człowiek spojrzy wstecz ze smutkiem lub z pogardą, przeszłość znowu ma nas w garści. Przeszłość to niesamowita siła”. Słowa te wypowiedział Carl Gustav Jung. Trudno mu nie przyznać racji. Zawsze gdy wspominamy przeszłe chwile, a szczególnie te najbardziej przykre, stajemy się ich ofiarami. Nie istnieje wtedy teraźniejszość, nie ma przyszłości, jest tylko przeszły ból, niweczący wszystko, co by mogło się zdarzyć gdyby go nie było. Wspomnienia przeżytych lata temu bolesnych chwil chwytają nas za gardło i duszą niczym okrutny kat. Nie liczy się nic innego poza tym, co było. A tego co było, nic nie może przecież odmienić. Jedynym ratunkiem jest pójście naprzód, ale to jest ciężkie, niczym brnięcie po pas w śniegu. Bo przeszłość jest też niczym bagno, w którym każdy ruch wciąga nas coraz głębiej. Za każdym razem gdy oddajemy się niemiłym wspomnieniom pogrążamy się w bagnie przeszłości i toniemy w nim po szyję. Jedynym ratunkiem jest dotknięcie teraźniejszości i zatracenie się w niej bez końca. To otwiera nas na przyszłość. Jak to zrobić? Pomaga tu zrozumienie, że przeszłość to tylko myśl, kłamliwe wyobrażenie, które żywimy nie zwracając uwagi na żywą treść naszej teraźniejszości. Jest to najbardziej widoczne w przypadku, gdy bolą nas wspomnienia osób, które dopiero co poznaliśmy i pokochaliśmy. Ich przeszłość znamy bowiem tylko z historii, które one nam opowiadają o rzeczach, które działy się z nimi wtedy, gdy nawet nie wiedzieliśmy, że osoby, które teraz kochamy istnieją. I jest to najlepszą nauką dla nas, by także do własnej przeszłości odnosić się podobnie, by nie trzymać się tego kogoś, kimś się kiedyś było, a którym już się nie jest.

O losie

„Oto wymarła mi rodzina, zgnębiła mnie lichwa, zniszczał mi dom, przypadły mi w udziale szkody, rany, trudy i obawy: zwyczajne to zdarzenia. Mało tego: powinno było mi się to przytrafić. Przychodzi to bowiem z wyroku losu, a nie z zrządzenia przypadku. O wszystkim co wydaje się niesprzyjające i uciążliwe, nauczyłem się myśleć tak: nie okazuję posłuszeństwa bóstwu, lecz się z nim zgadzam; idę za nim z własnej ochoty, a nie dlatego, że jest to konieczne”. To Seneka w „Listach moralnych do Lucyliusza”. Mój ulubiony fragment. Gdy go pierwszy raz przeczytałem, dekady temu, nie wiedziałem, że w moim życiu zajdą takie same zdarzenia i to w dodatku w identycznej kolejności. Ale dziwnym trafem rzeczy ten tekst utkwił mi wtedy w pamięci. Niestety, zachowałem się w tym trudnym czasie mego życia niezbyt stoicko. Rzucałem się jak ryba na piasku, opierając się losowi. Dopiero teraz, po latach mogę to wszystko co mi się przydarzyło przyjąć i zaakceptować. Życie kołem się toczy, dobre i złe chwile następują po sobie, a mnie, cóż, pozostaje tylko obserwować bieg rzeczy. Jak pisał Platon, jesteśmy tylko zabawkami w rękach bogów. Pozostaje nam zatem z ochotą odgrywać swoją rolę w życiu, a potem odejść bez żalu.

O niewychodzeniu

„Zaczynając dzień, powiedz sobie: zetknę się z ludźmi natrętnymi, niewdzięcznymi, zuchwałymi, podstępnymi, złośliwymi, niespołecznymi. Wszystkie te wady powstały u nich z powodu braku rozeznania złego i dobrego”. Tak radę daje stoik i cesarz Marek Aureliusz w swoich „Rozmyślaniach”. Cóż, jak cesarzowi trudno mu było nie wychodzić do ludzi. My też wychodzimy do ludzi, a nawet owo wychodzenie dzieje się wtedy, gdy siedzimy w domu i korzystamy z mediów społecznościowych. Warto zatem pamiętać o radzie Marka Aureliusza, gdy tylko chcemy podjąć z kimś dyskusję, skomentować post. A przede wszystkim warto odnieść jego radę do samych siebie. Nie mamy rozeznania co dobre, a co złe. I innym się wydajemy wtedy natrętnymi, niewdzięcznymi, zuchwałymi, podstępnymi, złośliwymi, niespołecznymi. Jakże bowiem trudno jest przyznać się przed samym sobą, że się nic nie wie, że nie jest się pewnym tego co piszemy. Że to co piszemy to tylko ulotna opinia, warta tyle co nikły, trwający sekundę, podmuch wiatru w wiosenny wieczór.

O Hypatii

Dlaczego Hypatia nie mogła zgodzić się na chrzest? Gdyż jako filozofka zawsze kwestionowała wszystko, w co wierzyła. Taka postawa jest rdzeniem filozofii, co współcześnie potwierdza V. Jankélévitch: „Filozofowanie sprowadza się gruncie rzeczy do jednego: by traktować świat w taki sposób, jakby nic nie było oczywiste.” Umysł religijny, szukający spoczęcia na trwałej podstawie, nigdy nie pojmie tej prostej myśli. Jeden z jej uczniów się w niej zakochał. Wpierw leczyła go z miłości do niej za pomocą muzyki, w myśl najlepszych idei greckiej filozofii. Gdy to nie pomogło przeszła do rozwiązań czysto pragmatycznych. Zakochanemu w niej uczniowi Hypatia pokazała swą podpaskę, mówiąc: „Oto to co we mnie kochasz”. Każdy bowiem rodzaj kwestionowania tego, w co się wierzy jest dobry, o ile jest skuteczny.

O smaku życia

Życie ma według buddyzmu gorzko-słodki smak, w tej właśnie kolejności. Dlatego radością w życiu jest odkrycie jego słodkiego smaku. Jak w starohinduskiej opowieści, gdy spadający w przepaść człowiek chwyta się krzewu rosnącego na skale i zlizuje z jego liści kroplę miodu, zostawioną tam przez dzikie pszczoły. Śmierć jest dla nas wszystkich upadkiem w przepaść, ale tylko nieliczni umieją zakosztować przedtem słodkości życia. Mistrz zen Ikkyu pisze: „Nie cierpię go, wiem, że nie ma sensu, ale wyciskam sok ze słodkiej śliwki tego świata”. I na tym właśnie polega życie.

O racjonalizie

John Gray, profesor London School of Economics, w swej książce „Słomiane psy” definiuje ludzi jako zwierzęta żyjące w świecie iluzji. Iluzje te są produkowane przez ich nieustanną ucieczkę od własnej natury, ucieczkę tworzącą religię, politykę, sztukę, naukę. Są one tylko systemami podtrzymującymi w tłumie wiarę w abstrakcyjne idee, takie jak dobro, piękno, prawda. Powstaje pytanie: czy możemy się z tych iluzji otrząsnąć? Zawsze przypominało mi to kwestię – czy można się umyć w brudnej wodzie? Rozpatrzmy zatem za Gray’em przykład przykład prawdy jako iluzji: „Teoria Darwina mówi nam, że zainteresowanie prawdą nie jest potrzebne do przeżycia lub reprodukcji. Częściej okazuje się ono słabością. Ssaki naczelne oraz ptaki nierzadko uciekają się do oszustwa. Jak zauważa Heinrich, kruki udają, że chowają żywność, podczas gdy ukrywają ją gdzie indziej. Psycholodzy ewolucyjni pokazali, że oszustwo jest powszechnym zjawiskiem w zwierzęcej komunikacji. Wśród ludzi najlepszymi oszustami okazują się ci, którzy oszukują samych siebie. Jak mówi Wright, ‘oszukujemy się, aby lepiej oszukiwać innych.’ Jeśli kochanek przyrzekający wieczną wierność sam w to wierzy, to łatwiej mu uwierzymy; nie czyni to bynajmniej jego obietnicy bardziej prawdopodobną. W konkurencji o partnerów, dobrze rozwinięta zdolność oszukiwania samego siebie okazuje się korzystna.” Znaczy to, że zwierzęta są stworzeniami pragmatycznymi, ludzie natomiast jako „chore zwierzęta” cierpią na „racjonalizę”, dążąc ku abstrakcjom, by uciec od samych siebie. Ciągle spotykam osoby, które gorąco oponują przeciw proponowanej im tezie, że nie ma czegoś takiego jak prawda, że prawda to jedna za największych iluzji. Twierdzą one z przejęciem, że musi istnieć choćby jedna, najmniejsza, malutka, ale absolutna wszakże prawda. Mylą się jednak. Najlepsze przykłady „racjonalizy” znajdujemy, jak zauważa Gray, w najbardziej nasyconych emocjami rozmowach, na przykład gdy mężczyzna mówi: „Kocham cię”, a kobieta pyta – podciągając jego wypowiedź pod kategorię absolutnej, czyli bezczasowej prawdy: „Czy będziesz zawsze mnie kochał?” . I wtedy mężczyzna, ulegając tej samej iluzji, odpowiada : „Tak”. A przecież to oznacza tylko tych ileś tam lat do śmierci każdego z nich. I na tym polega jedyne szczęście dostępne ludziom.

O energonaukowcach

Podobno wiara i nauka nie idą w parze. Jednak jest coś co je łączy, a jest to energia, i dlatego można na spotkać w internecie przedstawicieli nader ciekawej „sekty” – to Wierzący Energonaukowcy. Oczywiście nie wierzą oni w boga, anioły, życie po śmierci, ani nawet w łaskę spływającą z góry na receptywne istoty ludzkie. Przedmiotem ich wiary jest rozwój aktualnie istniejących źródeł energii, zwłaszcza udoskonalonych reaktorów jądrowych i oczywiście owego św. Graala nauki – reaktorów czwartej generacji, które mają zapewnić praktycznie niewyczerpane moce energetyczne dla świata. Tym, co najbardziej intryguje psychologa religii w kontakcie z przedstawicielami owej „sekty” ich jest comte’owska niewzruszona wiara w postęp, ale postęp ograniczony do skondensowanych źródeł energii – bo odrzucają oni odnawialne źródła energii jako za mało skoncentrowane i przynoszące równie negatywne skutki uboczne.

O doradztwie filozoficznym

W tym semestrze będę prowadził zajęcia z podstaw doradztwa filozoficznego. Czym zajmuje się doradca filozoficzny? Wiedza filozoficzna jest niczym innym jak rozumieniem własnego życia. W chwilach kryzysu, zamętu, na kolejnych zakrętach życia chcemy porozmawiać z kimś, kto wspomoże nas swym rozumieniem, innym postrzeganiem świata, doświadczeniem. Potrzebujemy mądrej rozmowy, nie diagnozy. To jest właśnie rola doradcy filozoficznego. Tradycja każe nam w takich sytuacjach zwracać się do osób duchownych, nauka kieruje do psychologów. Ale tylko w rozmowie z doradcą filozoficznym mamy unikalną możliwość skorzystania z bogactwa mądrości Zachodu i Wschodu. Dzięki rozmowie możemy wyrobić w sobie filozoficzną postawę wobec życia i sprawić, by płynęło ono dalej bez przeszkód. Na czym polega postawa filozoficzna?

Większość trudności, które spotykamy w swoim życiu ma swe źródło w naszych ograniczeniach, blokadach tkwiących w umyśle. Żywimy jakieś przekonania, utrzymujemy opinie, mamy nie wiadomo skąd pochodzące mniemania. Podstawowym celem doradztwa filozoficznego jest doprowadzenie do uświadomienia sobie całego tego bagażu. Skutkuje to zmianą naszego postrzegania świata i lepszym w nim funkcjonowaniem. Nie warto wyważać otwartych drzwi – dlatego doradca filozoficzny umożliwia żywy kontakt z tradycjami mądrościowymi, które już przed wiekami proponowały rozwiązania problemów nurtujących nas dzisiaj. I nie chodzi tu tylko o tzw. kwestie podstawowe, jak sens życia, śmierć czy dylematy moralne. Doradztwo filozoficzne zajmuje się także trudnościami w związkach, w pracy, w kontaktach z dorastającymi dziećmi czy problemami drugiej połowy życia. Nawet najbardziej wydawałoby się przyziemne problemy naszego życie mają swe filozoficzne podłoże. Kłótnie z partnerem wypływają z odmiennych systemów wartości, problemy w pracy mają swe źródło w niepewności co do celów, do których dążymy, a niemożność zmiany wypływa z niepewności kim jesteśmy. Mam nadzieję, że choć trochę z tej postawy uda mi się przekazać moim studentom.

O miłości

Ludzie zrobią wszystko by uczynić znośną chwilę teraźniejszą. Zwykle czynią to uciekając od niej. Uciekają w uzależnienia chemiczne, w bełkotliwe konstrukty ideologii religijnych i politycznych, w skomplikowane struktury swoich indywidualnych neuroz czy też w przypominającą dzień świstaka rutynę codzienności. Często łączą te ucieczki, by tym solidniej uciec od tej chwili, jedynej, która by mogła nadać ich życiu konsystencję. Nie chcą dostąpić podstawowego przeżycia, które by uleczyło ich cierpienie. Przeżyciem tym jest bliski, intymny kontakt z drugim człowiekiem, który odbywa się tylko w owej nieznośnej dla nich chwili teraźniejszej, od której nieustannie uciekają. Tak, uciekają od jedynej rzeczy, która by mogła im pomóc. Ale jeśli ktoś się odważy na to, by teraźniejszą chwilę uczynić nie tylko znośną, ale i pełną, zyskuje wszystko. Zwykle nazywa się to miłością. A ponieważ o miłości nie wolno zbyt dużo pisać, to już kończę i idę kochać.