Archiwa miesięczne: Grudzień 2015

O czytaniu

Czytanie książek uczy nas czegoś, co jest konieczne dla rozwoju świadomości – przyjmowania innego niż nasze spojrzenia na rzeczywistość. Czytając patrzę na świat oczami drugiego człowieka, przeżywam jego myśli w swoim wnętrzu i przekonuję się, że ten strumień świadomości, który przepływa przez moją głowę, a który zawsze odbieram w pierwszej osobie liczby pojedynczej, można zastąpić choćby na chwilę innym strumieniem. To najbardziej elementarna forma empatii, to najprostszy i dostępny wszystkim sposób stawiania się na miejscu innego człowieka. Czytanie książek pozwala nam przyjmować perspektywę innych ludzi i współdzielić z nimi różnorodność postrzegania świata. Jestem świadom tego, że istnieją doskonalsze formy kształcenia współczucia i empatii, ale czytanie książek dzięki swej powszechności ma nieocenioną zaletę, jaką jest łatwość dostępu do słowa drukowanego w naszych czasach. A na koniec chciałbym przypomnieć, że nie warto być człowiekiem tylko jednej książki, choćby najświętszej, bo to zabija umysł i empatię.

Reklamy

O ciszy

Jedną z pierwszych znaczących chwil w moim życiu było usłyszenie ciszy. Miałem wtedy może jakieś 3 albo 4 lata. Położyłem się na kanapie, nikogo nie było w domu. Żadne dźwięki nie dochodziły też z zewnątrz (ulica, przy której mieszkałem była wówczas drogą gruntową, nieskalaną ruchem samochodów). Wtedy ze zdziwieniem uświadomiłem sobie, że nie jest cicho, że słyszę subtelny szum w moich uszach. To było moje pierwsze uchwycenie różnicy między przekonaniem na jakiś temat, a doświadczeniem, jak jest naprawdę. Nie wiem doprawdy, skąd w umyśle tak małego dziecka pojawiło się przekonanie, że gdy dookoła panuje cisza to oznacza, że absolutnie nic nie słychać. Przekonaniu temu przeciwstawiło się moje doświadczenie. Doświadczenie mi powiedziało, że w ciszy – i dzięki ciszy – słyszę pulsowanie własnej krwi, bicie serca, cały zestaw najcichszych dźwięków wydawanych przez maszynerię mego ciała. W tym sensie można powiedzieć, że przeżycie to – tak subtelne, a przecież zapamiętane przeze mnie – było moim pierwszym doświadczeniem filozoficznym.

O ostatecznym narkotyku

Ponad 50 lat temu Aldous Huxley w eseju „Ostateczna Rewolucja” wyrażał obawę, że już za dwa pokolenia zostanie wynaleziony narkotyk, który sprawi, że ludzie pokochają swoje uciemiężenie i dyktatury przyszłości będą „dyktaturami bez łez”. Tak rzeczywiście się stało, ale ten narkotyk nie jest chemiczną substancją, lecz przenika naszą rzeczywistość jak powietrze. To internet, a przede wszystkim te jego obszary, które tworzą jego użytkownicy (chociaż także współczesne „dziennikarstwo” sprawia, że najtrudniej w sieci znaleźć coś, co by przypominało informację). W internecie każdy, dosłownie każdy może zaistnieć na dłużej niż przysłowiowe 5 minut sławy, o których pisał niegdyś Andy Warhol. Każdy idiota może sobie założyć stronę i ogłaszać na niej co mu ślina na język przyniesie. Każdy debil może zabrać głos w dyskusji na forach i wypowiadać dowolne kretyństwa. Na rozmaitych internetowych rozsadnikach głupoty co chwila spotkamy całe oceany pozbawionych grama uzasadnienia osądów. Każdy może się wypowiedzieć – a wyrażanie własnej opinii to właśnie ów najdoskonalszy narkotyk, który nie wymaga wprowadzania do organizmu czegokolwiek z zewnątrz. Jego doskonałość polega na tym, że doprowadza ludzi do ekstazy tylko dzięki temu, że mogą oni wylać z siebie zawartość swoich ograniczonych, egocentrycznych umysłów, wzajemnie intoksykując się głupotą. Bajdurząc, bełkocząc, plotąc i hejtując ludzie wprowadzają się w zbiorowy trans, tracą resztki rozsądku i ostatnie okruchy świadomości. I tak oto u swego schyłku cywilizacja wynalazła ostateczny narkotyk, który osłodzi jej upadek.

O kolapsie cywilizacji, z akcentem osobistym

W Paryżu trwa szczyt klimatyczny. Jest on kolejną próbą zaradzenia negatywnym wpływom, jakie cywilizacja przemysłowa wywiera na naszą planetę. Wszystko przemawia za tym, że tak jak na wszystkich poprzednich szczytach zostaną podjęte podniosłe rezolucje, które nigdy nie będą zrealizowane. Globalne ocieplenie będzie postępowało, gdyż jest ono wynikiem rakowatego wzrostu naszej cywilizacji, konsumującej paliwa kopalne i zasoby w tempie wykładniczym. Nic nie zapowiada, by nastawiona na maksymalizację zysku gospodarka planetarna zeszła ze swego kursu, którego utrzymywanie grozi kolapsem cywilizacji, zapowiadanym już w 1992 roku w książce „Przekraczanie granic” D.H i D.L. Meadowsów. Czytałem jej polskie wydanie w 1995 roku i byłem pod wrażeniem prognoz, zilustrowanych wieloma wykresami, które przedstawiały mniej lub bardziej gwałtowne załamanie się naszej cywilizacji około roku 2040. Pamiętam, jak pod koniec lat dziewięćdziesiątych siedzieliśmy z profesorem Andrzejem Wiercińskim, promotorem mojej pracy doktorskiej i wieloletnim mentorem, w restauracji dworcowej w Krakowie. Jedna z dwu towarzyszących nam osób zapytała profesora Wiercińskiego jak zapatruje się na prognozy upadku cywilizacji po 2040 roku. Wierciński odpowiedział, że gdyby dożył czasów, w których nasza cywilizacja zaczęła by się chylić ku upadkowi, to byłby zadowolony – zadowolony z tego, że model się sprawdził. Profesorowi, zmarłemu w 2003 roku, nie dane było dożyć tych czasów i uzyskać owej podstawowej satysfakcji poznawczej naukowca. Obecnie Daniel Meadows zapowiada, że kryzys może przyjść wcześniej, już około roku 2030, a kluczowe dla jego prognoz będą lata 2015- 2020. Jeśli nic nie zrobimy w ciągu tych ostatnich lat sprawdzą się niekorzystne dla planety prognozy. W świetle tych hipotez z pewną niecierpliwością i podniecającym dreszczem zastanawiam się, czy to może mnie spotka satysfakcja ujrzenia jak model opracowany przez Meadowsów i wielu innych badaczy ulega weryfikacji.