Archiwa miesięczne: Kwiecień 2016

O istocie męskości

Istnieje taki wzorzec męskości, który stawia wobec mężczyzn doprawdy spore wymagania. Wedle tego wzorca mężczyzna ma być wobec innych mężczyzn rywalizujący i wygrywający, silny i wpływowy; wobec kobiet – czuły, wrażliwy, no i broń boże zniewieściały; wobec dzieci – opiekuńczy i stanowczy, ale zarazem łagodny, nie agresywny; wobec siebie – niezależny, mocny i twórczy. Jak to kiedyś trafnie ujął Bartłomiej Dobroczyński w swej książce „Kłopoty z duchowością”, mężczyzna ma być „kreatywną krzyżówką Thomasa Edisona, Petrarki, Billa Gatesa i Dżyngis-chana”. Te wymagania są ekstremalnie trudne do zrealizowania, gdyż noszą wszelkie cechy androgynicznej orientacji psychicznej, charakterystycznej dla bytów boskich, jak twierdzi religioznawstwo. Nic dziwnego, że mężczyźni postawieni w obliczu takiego wzorca znaleźli sposób, by obejść owe tak niemożebne wymagania. Od wczesnej młodości uczą się jednej, prostej sztuczki – udawania. Udają wobec innych mężczyzn, wobec kobiet, wobec dzieci i wreszcie wobec samych siebie. Nadymają się, puszą, rozkładają pawie ogony, wypuszczają zasłony dymne, ściemniają i – jeśli nie ma już innego wyjścia – milczą. Być mężczyzną to tak naprawdę udawać bycie mężczyzną. Prawdziwy mężczyzna, „facet, co się zowie”, to „wielki udawacz”. Wierzcie mi, jestem mężczyzną.

Reklamy

O chrześcijaństwie

Wyznawcy każdej religii chcą dla siebie zarezerwować prawo do własnego spojrzenia na nią. Dlaczego jednak mamy się ograniczać tylko do jednego spojrzenia? Na wszystko można spojrzeć z różnych punktów widzenia i dopiero pełny ogląd daje nam jakie takie wyobrażenie o danej rzeczy. Spójrzmy na chrześcijaństwo. Mamy różne spojrzenia z jego wnętrza, jak wtedy, gdy rozpatrujemy chrześcijaństwo okiem subtelnego teologa, zachwyconego jego doktrynalną strukturą, wyjaśniającą nieomal wszystko. Możemy też spojrzeć z punktu widzenia mnicha, znajdującego w nim oparcie dla swojej egzystencji i jej spełnienie. Także spojrzenie okiem szeregowego wyznawcy jest istotne, gdyż dla niego chrześcijaństwo to cykliczny rytuał, nadający skromny sens fragmentom jego życia. Są wszelako także spojrzenia z zewnątrz. Ja chciałbym tu zaproponować właśnie takie spojrzenie, osobiste i wyzute całkowicie z otoczki religijnej i mitologicznej, aż do bólu psychologiczne i krańcowo redukcjonistyczne. Wedle tego spojrzenia chrześcijaństwo opiera się na słowach i czynach młodego człowieka, który chciał zreformować życie swoje i swoich współbraci, ale poniósł klęskę. Po prostu nie udało mu się. Jak wielu innych reformatorów został zgładzony przez władze i jego wysiłki spełzły na niczym. Na tym polega moim zdaniem największa słabość chrześcijaństwa – że zbudowano je na klęsce pięknych marzeń. Czymże jest religijny bunt ascetycznego 30-latka, namiętnie oczekującego końca dotychczasowego świata, jak nie krzykiem sprzeciwu wobec zmurszałego świata, który według niego ma za chwilę zginąć? Radykalizm etyki chrześcijańskiej, którym tak wielu zachwyca się od stuleci, wypływa z przeświadczenia Jezusa, że koniec jest bliski. Cóż, nie mylił się, ale to jego koniec był bliski. Etyka Jezusa była etyką tymczasową, której zasady miały obowiązywać nie dłużej niż jedno pokolenie. Niestety, chrześcijaństwo przetrwało i całe jego dzieje to usilne próby przystosowania kazań młodzieńca o gorącym sercu do wymagań kolejnych epok. Chciałoby się powiedzieć, że nic tak dobrze nie służy przez lata jak solidna prowizorka, ale wpasowywanie idealistycznego radykalizmu Jezusa w intelektualne struktury teologii i hierarchiczne imadło kościoła doprowadziło do niesamowitej patologii kultury Zachodu. Nie tak tworzy się religie.

O aborcji i karze śmierci

W umysłach wielu, bardzo wielu Polaków goszczą obok siebie jednocześnie dwie idee. Pierwsza to ta, że powinno się zakazać całkowicie aborcji. Druga to ta, że należy wprowadzić karę śmierci. Wbrew temu, co niektórzy sugerują, idee te wcale nie są sprzeczne ze sobą. Są one doskonale spójne, ale oczywiście tylko dla tych umysłów, które nigdy nie wyrosły z młodzieńczego absolutyzmu pojęć. Dla nich nie istnieje rzeczywistość, a tylko idee w ich głowach, które biorą za rzeczywistość. Najlepszym przykładem są tu, wielokrotnie przeze mnie obserwowani, młodzi mężczyźni, z mglistymi oczami perorujący zaciekle na rzecz jakiś swoich idei. Idee te są bowiem dla nich absolutne, czyli prawdziwe same w sobie, bez jakiegokolwiek odniesienia do rzeczywistości. Taką ideą jest dziecko (bo przecież to nie zarodek, powiadają), tuż po zapłodnieniu rozpoczynające swe istnienie w sposób absolutny, a jako absolutnie bezbronne wymaga absolutnej ochrony. Również zbrodniarz, morderca, to idea kogoś, kto pozbawił życia absolutnie niewinną ofiarę i jako taki wymaga absolutnej likwidacji. Dla opisywanych tu umysłów nie istnieją żadne niuanse, znaki zapytania, konteksty. Nie, dla nich liczy się tylko absolutność ich idei. Trudno mi na koniec nie zauważyć z pewną uszczypliwością, że absolut nie zawsze jest dobry, szczególnie ten zdegenerowany do poziomu niektórych jego ziemskich wyznawców.

 

O przesądnych gołębiach Skinnera

B.F. Skinner, jeden z twórców behawioryzmu, poddał kiedyś grupę gołębi czemuś, co uczenie nazwał losowym rozkładem wzmocnienia. Polegało to na tym, że co pewien czas, niezależnie od tego co robił gołąb, rozlegał się dźwięk dzwonka i podawano mu pokarm. Gołąbie poddawane tej procedurze zaczęły szybko zachowywać się w dziwny sposób – wykonywały skomplikowane ruchy ciała, podskakiwały, obracały głową wyciągając szyję, na próżno próbując odtworzyć konfigurację swojego zachowania, odpowiadającą temu momentowi, w którym otrzymały pokarm. Losowość otrzymywania pokarmu spowodowała, że gołębie stały się po prostu przesądne, podejmując najprzedziwniejsze próby skłonienia swego otoczenia do podania pokarmu. Podobne zjawisko możemy zaobserwować u ludzi, którzy dzięki losowi zostają czymś wynagrodzeni i potem powtarzają swoje zachowania w błogim przekonaniu, że pozytywne wzmocnienie się powtórzy. Niczym gołębie repetują swe zachowania, kurczowo trzymają się powtarzających się schematów, wypróbowują różne sposoby „wpływania” na rzeczywistość. Takie zachowanie to bez wątpienia jedno ze źródeł rytuałów magicznych i religijnych. Rytuał religijny jest próbą obłaskawienia tego, co przecina w sposób przypadkowy ścieżkę naszego życia i co ludzie zwykle nazywali bogami. Mądry człowiek, Platon, napisał jednak: „Człowiek jest jakby jakąś przemyślnie sporządzoną zabawką bogów” – i trudno się z nim nie zgodzić. Bogowie, natura, los, jakkolwiek to nazwiemy, bawi się z nami, a my próbujemy w tej irracjonalnej grze odnaleźć jakikolwiek sens. Gołębie Skinnera pokazują nam, że to dążenie do sensu jest immanentną częścią naszej zwierzęcej natury. Nasze święta, rytuały i nasi bogowie mają swe źródło w strumieniu biologicznego życia.