Archiwa miesięczne: Maj 2016

O narodzinach

W książce T. Lairda „Opowieść o Tybecie. Rozmowy z Dalajlamą” znajdujemy tybetański mit o początkach ludzkości:  „Mówi się, że mięsożerna rasa Tybetańczyków o czerwonych twarzach to potomkowie małpy i mieszkającej w skałach demonicy. Dzięki współczuciu bodhisattwy, który przemienił się w ową małpę i zjednoczył z mieszkającą w skałach demonicą, przyszło na świat sześcioro dzieci. Z biegiem czasu dzieci te dorosły, dając początek Tybetowi – królestwu ludzi”. Porównajmy ten tekst, mówiący o współczuciu i seksie, z neurotycznymi i wrogimi życiu fragmentami z Księgi Rodzaju: „Wtedy otworzyły im się oczy i poznali , że są nadzy (…) zląkłem się, gdyż jestem nagi, dlatego skryłem się (…) w bólach będziesz rodziła dzieci, mimo to (sic!) ku mężowi twemu pociągać cię będą pragnienia twoje(…)” (Rdz, 3, 7-16). Przez tysiące lat sycono umysły ludzi Zachodu takimi chorymi tekstami, cóż więc dziwnego w tym, że wszystko, co wiąże się z początkami życia, seks i poczęcie dziecka, narodziny i karmienie piersią, jest przeniknięte nienaturalnością, poczuciem winy i lękiem? To, co najważniejsze, początek każdego z nas, jest obciążone kompleksami autorów tych złowrogich słów z Księgi Rodzaju. Tymczasem Ina May Gaskin, autorka książki „Duchowe położnictwo. Intymność narodzin”, doula, która odebrała ponad 2000 porodów, twierdzi, że dla kobiety poród może być przeżyciem duchowym i orgazmicznym. Jej doświadczenie bardziej do mnie przemawia niż Księga Rodzaju. Narodziny są aktem natury i zarazem czymś głęboko duchowym, oczywiście nie w sensie duchowości biblijnej.

Reklamy

O związkach

W swej niezwykle poruszającej książce „Patrząc prosto w słońce. Jak przezwyciężyć grozę śmierci” Irvin Yalom niejako mimochodem wypowiada fundamentalną prawdę odnoszącą się do związków: „Odsłonięcie odgrywa zasadniczą rolę w powstawaniu bliskości. Zresztą w ogóle budowanie związków to proces wzajemnego odsłaniania się. Jedna osoba decyduje się i ujawnia jakieś intymne treści, tym samym narażając się na ryzyko; z kolei druga osoba odwzajemnia się, zapełniając lukę – razem pogłębiają relację poprzez spiralę odsłaniania siebie”. Mówienie prawdy o sobie to największe ryzyko, jakie możemy podjąć będąc w związku. Daje ono też największe dobro, jakie możemy zdobyć w tym życiu – bliskość kochanej osoby, jej zaufanie i miłość. Nie jest jednak tak łatwo odważyć się na mówienie i przyjmowanie prawdy. Są bowiem dwie rzeczy w tym życiu najtrudniejsze. Pierwsza to patrzenie w oczy kochanej osoby, gdy mówimy jej prawdę. Druga to patrzenie w oczy śmierci, gdy ona mówi nam prawdę.

O samodzielnym myśleniu

Samodzielne myślenie jest tym, co cenimy jako jedną z najwyższych wartości. Nie zawsze oznacza ono jednak to samo. Weźmy pod uwagę dwa konteksty, w ramach których zmienia ono swoje znaczenie. Pierwszy to jakieś społeczeństwo tradycyjne, poddane doktrynalnemu naciskowi jednolitego paradygmatu postrzegania świata. Tu samodzielne myślenie oznacza wyłamanie się z powszechnie oczywistych kolein postrzegania rzeczywistości, zanegowanie jedynej obowiązującej prawdy. Gdy prawie wszyscy uważali Ziemię za płaską to Eratostenes wykazał, że jest kulista. Gdy wszyscy twierdzą, że król jest ubrany, ktoś samodzielnie myślący zakrzyknie: ”Król jest nagi!”. Tu myślenie samodzielne jest – stosunkowo – prostą negacją, która polega na wytknięciu błędu w myśleniu innych ludzi.

Weźmy teraz pod uwagę drugi kontekst, społeczeństwo takie jak współczesne, w którym w postmodernistycznym chaosie wszystkie punkty widzenia są prezentowane jako równoważne, gdzie wszystko można powiedzieć. Tu samodzielne myślenie nie może po prostu zanegować jakiegoś punktu widzenia, gdyż nie ma już „jednego wroga”, jest natomiast uwłaczające realistycznemu podejściu do rzeczywistości założenie, że wszystkie punkty widzenia są równouprawnione. Każdy ma swoją prawdę – to motto tłumu. Gdy każdy ma swoją rację, którą trzeba wysłuchać, nie ma tak naprawdę żadnej racji do wysłuchania. Nawet jeśli dzięki samodzielnemu myśleniu stworzymy własną wizję opartą na wiedzy i doświadczeniu, zostanie ona potraktowana jako kolejny punkt widzenia i utopiona w zalewie zglajchszaltowanej papki wypełniającej współczesne umysły.

Nic dziwnego, że dziś, w świecie przepełnionym informacją, w dodatku najczęściej najpodlejszego sortu, w świecie zalewanym przez strumień bodźców wzbudzających nieskończone pragnienia, w świecie zaludnionym przez miliardy zdezorientowanych ludzi, myślenie samodzielne jest ekstremalnie trudne. Nie jest jednak niemożliwe. Ponieważ myślenie to ma być samodzielne, nie jest łatwo określić, na czym ono ma polegać. Jego początkiem jest na pewno uświadomienie sobie tego, co psychologia nazywa heurystykami myślenia, albo schematami kształtującymi nasze osądy. Funkcjonują one jak autopilot, który sam się włącza i podsuwa nam „oczywiste” opinie. Dobrym przykładem jest „efekt aureoli”, który każe automatycznie przypisywać pozytywne (lub negatywne) cechy osobowościowe na podstawie pozytywnego (lub negatywnego) wrażenia, które odnieśliśmy przy spotkaniu jakieś osoby. To odmiana tzw. podstawowego błędu atrybucji. Jeśli dziś myślenie samodzielne może być w jakikolwiek sposób możliwe, to rozpoczynać się musi od znajomości nieuświadomianych reguł funkcjonowania naszego umysłu, od poznaniu źródeł swoich błędów.

O opowiadaniu życia

Dawno, dawno temu, brat wybitnego amerykańskiego psychologa i filozofa Williama Jamesa, znakomity pisarz Henry James napisał: „Przygody przeżywa tylko ten, kto umie o nich opowiadać”. Podobno jednak z dwu braci Jamesów to on był lepszym psychologiem, a William był lepszym pisarzem. Tak przynajmniej twierdzą niektóry biografowie. Nic dziwnego zatem, że w słowach Henry’ego Jamesa odkrywamy głęboką prawdę psychologiczną. W naszym życiu liczy się tylko narracja, nie nagie fakty, które są jeno złudzeniem. Jesteśmy zwierzętami, które sobie opowiadają swoje życie, ba, których życie jest niczym innym jak opowieścią. Czym jest ta opowieść? To nasza pamięć. Uważamy potocznie, że tak po prostu pamiętamy fakty z przeszłości, ale tak naprawdę przy każdym ich przypomnieniu sobie, przy każdym opowiedzeniu o nich innej osobie tworzymy je na nowo. Przypominanie sobie przeszłości jest jej tworzeniem de novo. Jak twierdzi współczesna neurobiologia, każde nowe doświadczenie wpływa na mózg, modyfikując w mniejszym lub większym stopniu całość informacji w nim zawartej. Nieustanie tworzymy „never ending story” traktującą o naszym życiu, w której zmyślenie i prawda mieszają się w sposób niemożliwy do rozróżnienia. I jeśli mamy szczęście możemy w chwili śmierci powiedzieć: „Dobrze opowiedziałem swoje życie”.

O wspólnocie

Badania porównawcze nad rozwojem psychicznym dzieci ludzkich i małpich, prowadzone przez psychologów rozwojowych i antropologów w ostatnich latach, ujawniły trzy podstawowe cechy wyróżniające ludzkie dzieci. Po pierwsze – do 10 miesiąca życia rozwój psychiczny dzieci ludzkich i małpich przebiega podobnie. Potem pojawia się coś niezwykłego, gdyż dzieci ludzkie zaczynają wskazywać na obiekty w otoczeniu. Czynią to tylko po to, aby przyciągnąć uwagę opiekunów. Próbują zainteresować innych tym, co same widzą. Dzieci małpie tego nie czynią. Znaczy to, że ok. 12 miesiąca życia ludzkie dzieci zaczynają odkrywać, że inni ludzie widzą świat w podobny sposób jak one. Nazywa się to teorią umysłu, albo współdzieloną uwagą. Zatem tylko ludzkie dzieci mogą spojrzeć na świat oczyma innych ludzi i musimy uznać tę zdolność jako fundamentalnie ludzką cechę. Po drugie – tylko ludzkie dzieci mają niesamowitą umiejętność do naśladowania innych. Wbrew potocznym skojarzeniom, małpy nie małpują, nie naśladują innych małp, tylko opanowują rozmaite zdolności metodą prób i błędów. Tylko ludzkie dzieci naśladują, czyli uczą się od dorosłych i dlatego mogą być nauczane przez dorosłych. To nas odróżnia od wszystkich innych zwierząt. Po trzecie – ludzkie dzieci są obdarzone zdolnością percepcji symbolicznej. Dobrze pamiętamy ową zdolność z naszych zabaw, gdy sami byliśmy dziećmi i byle kamień albo patyk stawał się w naszych oczach samochodem albo człowiekiem. Człowiek może dowolnie nadawać znaczenia przedmiotom i wydarzeniom, co stanowi źródło jego kreatywności. Istotą człowieczeństwa jest zatem umiejętność odczytywania umysłów innych ludzi i uczenie się od siebie nawzajem, co prowadzi do współpracy w grupie, scalanej dodatkowo przez wspólne uczestnictwo w światach wyobrażonych. Tworzymy wspólnoty oparte na odczytywaniu myśli i pragnień innych ludzi, podążamy z nimi i żyjemy we wspólnym świecie znaczeń. Jesteśmy stworzeniami wspólnotowymi. Sęk tylko w tym, że ta wyobrażona wspólnota zwykle ma zbyt mały zasięg, obejmuje jedynie rodzinę, ród, plemię albo naród – nie dorośliśmy jak dotąd do tego, by objęła ona cały ludzki ród.