Archiwa miesięczne: Czerwiec 2016

O pokorze

Jakże niepopularne jest w naszych czasach mówienie o pokorze. Mamy się rozwijać, dążyć do sukcesu i wyrastać poza wszelkie ograniczenia. Nie ma porażek, są tylko doświadczenia, które nas uczą jak podążać dalej swoją ścieżką, niezależnie od wszelkich ograniczeń. A tymczasem pokora oznacza przede wszystkim uznanie własnych ograniczeń. Gdybyśmy szukali przeciwieństwa pokory, byłaby nim pycha. Pycha to podstawowa słabość ego, które zawsze wie lepiej i, mimo iż jest tylko wycinkiem całości psyche, uznaje się za całość. Pycha mówi: „Gdzie wola, tam i droga”. Przez pychę zwodzimy samych siebie, podążając ku celom, które sobie wyznaczyliśmy, nie zwracając uwagi na nasze ograniczenia. Ale gdzieś głęboko, pod powierzchnią naszej świadomości, cichy głos mówi nam nieustannie, że nie tędy droga. Dopiero gdy go posłuchamy, gdy poznamy i zaakceptujemy swoje ograniczenia, czyli gdy zaakceptujemy samych siebie takimi, jakimi jesteśmy, wtedy – pokornie – może staniemy się sobą. Pokora to samoograniczenie wypływające z poznania samego siebie. Nie jest bezsensownym cierpiętnictwem, lecz uczuciową stroną obiektywnej samokrytyki. Dzięki niej możemy odkryć, że jesteśmy czymś więcej niż tylko małą, egoistyczną świadomością.

Reklamy

O fundamentalizmie i współczesności

„Prawdziwi muzułmanie nigdy nie zaakceptują brudnych zwyczajów Zachodu”. To słowa Omara Mateena, który zastrzelił 49 osób w gejowskim klubie w Orlando na Florydzie. Wszystko wskazuje że on sam był gejem, ale w swoich ostatnich słowach, zamieszczonych na Facebooku, chciał pokazać, że identyfikuje się z radykalnym islamizmem. Tragedia w Orlando to największa w historii USA masakra dokonana przez pojedynczego człowieka. Warto jednak pamiętać, że fundamentaliści islamscy zabijają więcej swoich braci w wierze niż ludzi Zachodu. Boko Haram, ISIS i inne mniejsze organizacje mają na sumieniu tysiące muzułmanów. Fundamentalizm wszelkiego sortu to zjawisko charakterystyczne dla współczesności, a czym jest współczesność? W swym najlepszym wydaniu polega ona na swobodzie wyboru, na możliwości odstępstw od zwyczajowych praktyk życiowych dotychczas obecnych w danym społeczeństwie – i nie ponoszenia za te odstępstwa konsekwencji. Możemy wybierać swoją indywidualną ścieżkę życia, kultywować zachowania i poglądy nie mające nic wspólnego z resztą społeczeństwa – i nie jesteśmy za to karani w żaden sposób. Możemy być po prostu wolni, możemy swobodnie kształtować swoje wybory, możemy na własną rękę błądzić i odkrywać swoje prawdy. To właśnie widmo tej straszliwej swobody budzi najgorsze demony w umysłach fundamentalistów, którzy odbierają ją tak, jak dezercję żołnierza ze swojego plutonu odbiera reszta żołnierzy, odczuwając ją jako zagrożenie dla przetrwaniu całego oddziału. Dlatego fundamentaliści kierują agresję głównie na członków swej grupy, by utrzymać jej spójność, by nie poddała się ona destruktywnym wpływom współczesności. Każdy fundamentalista marzy o stworzeniu społeczność ściśle podlegającej konkretnym regułom prawnym i moralnym, w której wszelkie zasady życia będą ustalone i nie podlegające dyskusji. Jego pierwszym wrogiem jest wobec tego ten członek jego społeczności, który – choćby potencjalnie – może się tym regułom nie podporządkować. W drugiej kolejności dopiero jego wrogiem jest człowiek zamieszkujący wolny świat, jako reprezentant owej kuszącej swobody wyboru.

O młodzieńczej niecierpliwości

Od 1992 roku prowadziłem zajęcia z filozofii i etyki w liceum. Pamiętam do dziś pewną rozmowę z jedną z licealistek, było to wiosną 1993 roku. Dziewiętnastoletnia maturzystka pytała mnie o różne sprawy, teraz już nie pomnę jakie, ale były one odzwierciedleniem typowych dla tego wieku rozterek światopoglądowych. Powiedziała mi, że rozmawiała z księdzem, ale jego słowa jej nie usatysfakcjonowały. Odrzekłem, że można znaleźć odpowiedzi na jej problemy, ale zajmie to przynajmniej dziesięć lat. „Tak długo?!” zakrzyknęła przerażona. Tak, młodzi ludzie są niecierpliwi. Ich motto brzmi: „I want it now, I want it all”. A co stanie się z nami, jeśli nie uznamy szybko jakiejś prawdy za ostateczną? – zapytują pełni obaw. Wchodzą w dorosłość i chcą natychmiast, tu i teraz, definitywnej odpowiedzi na wszystkie swoje pytania, by oswoić jak najszybciej swoje lęki przed życiem. Dzisiaj jest to nawet jeszcze bardziej widoczne niż te ćwierć wieku temu. Jednak lęk to zły doradca. Trzeba puścić wszelkie swoje oczekiwania i wyobrażenia, niezależnie w jakim jest się wieku. Życie zawsze nas wtedy zaskoczy. I po dziesięciu, a na pewno po dwudziestu i trzydziestu latach będziemy się dziwić jak bardzo.

O prostactwie życiowym

Jeśli ktoś trochę dłużej pożył, nie zamykając oczu na to, co się wokół niego roztacza, nie uciekając od doświadczeń, które na niego przychodziły, pielęgnując ciekawość dziecka i sceptycyzm starca – ten wie, że życie nie jest proste. Nie ma prostych odpowiedzi na większość pytań, nie ma oczywistych rozwiązań wielu sytuacji, nie ma ucieczki od spraw, które nas zawsze przerastają. Dlatego większość ludzi uwielbia prostotę, którą jednak należałoby nazwać prostactwem raczej. Jedna prosta odpowiedź na wszystkie pytania i jedno proste rozwiązanie dla wszelkich problemów mają chronić ich przed nieubłaganą złożonością życia. Widać to szczególnie jaskrawo na przykładzie tych, którzy ulegli jakiejś skrajnej doktrynie religijnej, która raz na zawsze określiła im, czym jest dobro i zło, przemieniając ich życie w działanie. Już o nic nie pytają, wszelkie wybory zostały już za nich dokonane i teraz pozostaje im tylko ze ślepą pewnością siebie dokonać jakiegoś czynu. Najbardziej odpowiedni jest tu oczywiście samobójczy atak bombowy, bo śmierć kończy wszelkie ewentualne rozterki. Jednak i ci, którzy nie popadają w takie skrajności, nie są wolni od prostactwa życiowego. Pędzą spokojne życie przeżuwaczy, zadowalając się zestawem prostych odpowiedzi i odruchowych reakcji, które chronią ich przed bogactwem życia, a których sami nawet nie wymyślili, tylko nabyli w bezwiednym procesie obcowania z podobnymi sobie. Pogrążeni w nieuświadamianej rozpaczy, znajdują w swoim prostactwie ucieczkę przed dylematami życia. O ile zwierzęta w swym posłuszeństwie instynktom mogą – w niezaburzonym środowisku – prowadzić proste życie, o tyle ludzie są w o wiele trudniejszej sytuacji. Ludzie są obdarzeni świadomością, która tak komplikuje ich życie, że uciekają w prostactwo. Posiadanie świadomości nie jest bowiem przywilejem, jest wyzwaniem do świadomego budowania swego życia, stworzenia w nim własnej ścieżki. Cóż, większość ludzi nie podejmuje tego wyzwania i odchodzi z tego świata nawet go nie skosztowawszy, jak poronione embriony.