Archiwa miesięczne: Wrzesień 2016

O dyskusji z dogmatykiem

W czasie dyskusji każda ze stron pragnie zwyciężyć. Rzadko zdarza się, by dwie strony dochodziły do wspólnego ujęcia jakieś kwestii na drodze wzajemnego podążania ku niej. Najczęściej stosuje się rozmaite chwyty erystyczne i podchwytliwe zabiegi, by dowieść swego. Jest też moment w dyskusji, który ją kończy definitywnie. Podam przykład. Kiedyś dyskutowałem z osobą bardzo dobrze wykształconą, posiadającą doktorat z filozofii i będącą katolikiem. Osoby takie w czasie dyskusji produkują ciągi dosyć spójnych słów, argumentują w sposób, który wskazuje na to, że w ich głowach odbywają się pewne przebiegi myślowe. Niestety, potrafią też nagle, w samym środku dyskusji, łupnąć po głowie dyskutanta frazą pojawiającą się, jak to mawiają Anglicy, „out of the blue”. Polski odpowiednik jest jeszcze bardziej adekwatny do tego, co lubią robić dogmatycy: grom z jasnego nieba. Dyskusja o której mówię, dotyczyła różnic pomiędzy mistyką chrześcijańską a neoplatońską. W pewnym momencie mój interlokutor, nie mogąc już inaczej ukazać przewagi mistyki chrześcijańskiej na neoplatońską, zdzielił mnie po łbie „argumentem”: „No ale przecież piekło istnieje!” Był to argument skuteczny, w tym sensie, że pozbawił mnie najmniejszej ochoty do dalszej rozmowy. Tak to właśnie bywa w takich dyskusjach, gdy racjonalny tok rozumowania jest nagle rozszczepiany przez dogmatyczną tezę. Jak to trafnie ujął Nietzsche w „Poza dobrem i złem”: „W każdej filozofii bywa punkt, w którym ‚przekonanie’ filozofa pojawia się na scenie, czyli mówiąc językiem dawnego misterium: ‚Adventavit asinus, pulcher et fortissimus’ (Pojawił się osioł, piękny i potężny)”. A z osłami nie ma dyskusji.

Reklamy

O erosie i woli mocy

Z psychologicznego punktu widzenia, szczególnie tego bliskiego myśli C.G. Junga, są możliwe dwie fundamentalne relacje człowieka z rzeczywistością. Pierwsza to ta, gdy jesteśmy w bliskim kontakcie z rzeczywistością, gdy jesteśmy z nią wręcz zjednoczeni. Wtedy się nią rozkoszujemy, obejmujemy ją w zachwycie. Wiemy, że jest nasza, a my jesteśmy jej, czujemy jej dotyk i odwzajemniamy go. Jest dla nas wtedy źródłem przyjemności i satysfakcji, erotycznej w swej istocie. Druga to ta, gdy rzeczywistości tylko pragniemy, albowiem pozostaje ona poza naszym zasięgiem, jest niedostępna i daleka. Wtedy narasta w nas wola mocy, pożądanie by ją posiadać. Budzi to w nas pragnienie zawładnięcia nią i podporządkowania sobie. W pierwszym przypadku wiemy jaka jest rzeczywistość, bo jest ona naszym bezpośrednim doświadczeniem, jest czymś co tworzy nasze życie. W drugim tylko wierzymy, że może ona spełnić nasze pragnienia i najgłębsze potrzeby, ale nie mamy do niej dostępu, gdyż jesteśmy odcięci od niej przez własny egoizm. Tak funkcjonują dwa podstawowe popędy człowieka – eros i wola mocy. Nie są one równorzędne, albowiem to eros jest popędem pierwotnym. Wola mocy to popęd wtórny, który rodzi się dopiero wtedy, gdy eros nie może spełnić swego zadania i objąć rzeczywistości.

O pisaniu

Po co pisać? Simone de Beauvoir napisała, że po to, by „wyrazić smak własnego życia”. Smak to bardzo intymny zmysł. Nikt nie pozna smaku owocu, którego sam nie spróbuje. Nikt nie wniknie w moją subiektywność tak, by posmakować bycia mną. A pomimo tego można pisać tak, by inni to odczuli. To cudowne, że słowa mają taką moc, że mogą oddawać do pewnego stopnia to, co dzieje się w mym wnętrzu, a tym samym pozwalają czytającym te słowa wyjść poza granice swojego świata psychicznego. Ja czytam też tego powodu – by choćby na chwilę porzucić własną, wąską perspektywę i spojrzeć na świat oczami innego człowieka. Choć nigdy tak naprawdę nie wniknę do jego wnętrza, to pomimo wszystko odczuwam prawdziwą radość, rodzącą się ze wspólnoty czarnych figurek na białym tle. Jak pisała Safona: „Słowa, którymi władam, powietrzem są tylko, a jednak cieszę nimi słuchających”.

O okrucieństwie

Zawsze mnie dziwi zdziwienie niektórych moich rozmówców, którzy nie wierzą, że zwykli ludzie, tacy jak miły sąsiad spotykany w sklepie albo porządny robotnik z budowy, mogliby popełniać najgorsze okrucieństwa w czasie wojen czy rewolucji. Przecież nie ma nic bardziej zwykłego jak to, że właśnie zwykli ludzie popełniają największe okrucieństwa. Zaświadcza o tym historia wojen i konfliktów. Możemy najwyżej zapytać dlaczego tak się dzieje i zapewne dla każdego okrutnego czynu możliwe by było podanie osobnego wytłumaczenia. Ja podam tu tylko jedno, ale za to odnoszące się do znakomitej większości zwykłych ludzi. Henry David Thoreau napisał kiedyś, że każdy zwykły człowiek prowadzi życie w cichej rozpaczy. Weźmy zatem przykład zwykłego człowieka, robotnika który spędza co dzień osiem godzin budując przybytek przyjemności i beztroski dla zwykłych ludzi, czyli aquapark opodal mego miejsca zamieszkania w Tychach. Osiem godzin pracuje, potem wraca do domu i wpada w zwykły cykl życia. Czasem pokocha się z żoną, czasem wyjdzie z dziećmi, jak trzeba odwiedzi rodzinę, w czasie wakacji wyremontuje mieszkanie, czasem pójdzie z kolegami na piwo, obejrzy tv, może zajrzy do internetu. A rano wstanie, by od szóstej ponownie budować aquapark. I tak miesiąc po miesiącu, rok po roku. Dzieci dorastają i odchodzą, żona się starzeje, życie przemija. Nawet jeśli w jego świadomości nie pojawia się poczucie rozpaczy, to podskórnie jest ono obecne, narasta z wiekiem i z rozczarowaniami. Dla tego podskórnego poczucia ów robotnik znajduje ujście – to poglądy polityczne, w których kanalizuje swoją cichą rozpacz. Jego poglądy coraz bardziej się radykalizują, po dwóch piwach z kolegami mówi, że zabiłby tych, tych jakiś mniej lub bardziej enigmatycznych onych, wedle niego odpowiedzialnych za jego rozpacz. Sytuacja gospodarcza kraju się pogarsza, robotnik traci pracę, wybucha konflikt między państwami, albo jeszcze lepiej wojna domowa, bo ona najbardziej kręci zwykłego człowieka. Robotnik zostaje zmobilizowany, wkłada mundur i wchodzi do czołgu, wreszcie szczęśliwy, że może odetchnąć od odpowiedzialności za swoje życie i podporządkować się autorytetowi przywódcy. Następnie z cichą satysfakcją odpala pocisk niszczący to, co zbudował inny robotnik. W tym momencie odczuwa ulgę, jego negatywne uczucia znajdują zaspokojenie, rozpacz ustępuje. Patrzy na swoich kolegów robotników i konformistycznie robi to samo co oni – gwałci kobiety swoich wrogów i patroszy ich dzieci. Tak robią zwykli ludzie, niszczą źdźbło w oku bliźniego, nie zauważając belki w swoim. Nie ma nic bardziej zwykłego jak okrucieństwo czynione przez zwykłych ludzi.