Archiwa miesięczne: Listopad 2016

O postprawdzie

W roku 2016 redaktorzy Oxford Dictionaries ogłosili słowem roku postprawdę (post-truth). Słownikowo jest zdefiniowana jako przymiotnik „opisujący lub dotyczący okoliczności, w których obiektywne fakty mniej wpływają na opinię publiczną niż odwołania do emocji i osobistych wierzeń i poglądów”. Z jednej strony to nic nowego, bo czyż kiedykolwiek co innego niż emocje i opinie wpływały na społeczeństwa? Z drugiej strony jednak jest pewna różnica – współczesnej postprawdy nie generują jedynie podległe rządom media, czy gromady złowrogich troli, lecz też, a może przede wszystkim, portale społecznościowe. Jeśli mój znajomy na Facebooku umieści jakiś link, poda jakąś swoją opinię, dlaczego mam mu nie wierzyć? Przecież go znam. To rzeczywiście genialna perwersja naszych czasów – dawniej ludzi okłamywano, a teraz sami ludzie sami siebie oszukują, dzieląc się wzajemnie kłamstwami. To już coś więcej niż tylko plotkowanie, w którym podobno jest czasem ziarno prawdy. To masowe wzajemne ogłupianie się, podniecanie emocji, żywienie się strachem i przesądami. W sferze postprawdy nie istnieje krytyczne myślenie, rozsądek, zapomnijmy też o argumentach i rozsądnej dyskusji. Dziś każdy może napisać cokolwiek, co wyraża jego najbardziej pokręcone emocje i puścić to w świat. Inni łykają to jak zgłodniałe psy kość. Można napisać i powiedzieć wszystko, jakąkolwiek bzdurę, ważne, że zostanie ona powielona i zgwałci umysły innych. Dziś nikt już nie myśli, tylko łyka opinie. Specjalnie nie podaję tu przykładów postprawdy, bo każdy je znajdzie w sekundę, wystarczy, że otworzy swojego Facebooka :D.

Reklamy

O rozsypaniu się ludzkości

Żyjemy obecnie w czasie, który można adekwatnie określić pięknymi łacińskimi słowami: „Dissipatio humani generis”. Słowa te oznaczają całkowite, absolutne rozsypanie się gatunku ludzkiego. Żyjemy w epoce postprawdy, w której nie liczą się fakty, a tylko wygenerowane w internecie opinie. Ludzie całkowicie zatracili zmysł istnienia, garną się do rozmaitych jego ersatzów, wyzbyci wszelkiego poczucia sensu tego, co robią. Jedni oddają się otchłannej konsumpcji, drudzy ascetycznie rezygnują z życia – swego lub cudzego. W zbiorowym, stadnym szale ludzie niszczą samych siebie i niszczą życie na planecie, która ich żywi i podtrzymuje. Z suicydalną rozkoszą eksploatują wszelkie źródła energii i żywności, namnażając się szybciej niż bakterie na szalce Petriego. W perspektywie kilkudziesięciu lat gatunkowi ludzkiemu grozi totalna ekstynkcja, ale sami ludzie wydają się być tym najmniej przejęci. Zajmują się swymi małymi sprawami, napędzanymi jeszcze mniejszymi emocjami. Toczą walki o skrawki ziemi, pełni kompleksów i zawiści, kłócą się o pozbawione znaczenia idole. Wiem, zawsze tak było, w całej historii ludzkości. Dziś jednak te groteskowe zmagania nagich małp osiągnęły wymiar globalny, gdyż ludzka pleśń w liczbie 7,5 miliarda jednostek wywiera wpływ już na cały ekosystem Ziemi i jego aktualny stan można porównać tylko z terminalną chorobą nowotworową z masowymi przerzutami. Dobrze ujmuje to James Lovelock, cytowany w książce Johna Gray’a „Słomiane psy”: „Ludzie zachowują się pod pewnymi względami jak organizmy patogeniczne, jak komórki raka, nowotworu. Wraz ze wzrostem naszej liczebności zaczęliśmy tak bardzo przeszkadzać Gai, że nasza obecność stała się zauważalnym zakłóceniem. Gatunek ludzki jest obecnie tak liczny, że stanowi poważną, planetarną chorobę. Gaja cierpi na primatemaję rozsianą – zarazę ludzką.” Nie jesteśmy dziećmi bożymi, koroną stworzenia, sukcesem ewolucji – jesteśmy rakiem.

O rozwoju osobistym

Co jest podstawowym i fundamentalnym warunkiem rozwoju osobistego? Samotność. Bo rozwój osobisty to znajdywanie osobnej drogi w swoim życiu, innej niż zbiorowe ścieżki proponowane przez kulturowe memy. Rozwój osobisty to tworzenie samego siebie, to wyzwalanie się z powszechnego koszmaru kultury i prowadzenie życia na własny rachunek. To dzieło bez wątpienia arystokratyczne, samotne, nie mające nic wspólnego z owczym pędem tak charakterystycznym współczesnej popkultury psychologicznej. Rozwój osobisty to proces autokreacji, to tworzenie samego siebie poprzez uświadamianie sobie źródeł, z których się wywodzimy. Pięknie o tym pisze Anthony Storr w swej książce „Samotność. Droga do jaźni”: „Sądzę, że zdolność do tworzenia to doskonała okazja do rozwoju osobistego w samotności. Większość z nas rozwija się i dojrzewa przede wszystkim w toku relacji z innymi. Naszą drogę przez życie określają wówczas przede wszystkim role, jakie przyjmujemy względem innych, gdy jesteśmy dzieckiem, nastolatkiem, małżonkiem, rodzicem czy dziadkiem. Artysta czy filozof zasadniczo dojrzewa w samotności. Jego drogę życiową charakteryzuje raczej dojrzałość dzieł, a nie relacje z innymi ludźmi”. Tak, bez wątpienia samotność to konieczny warunek wszelkiego tworzenia. Wchodzimy w głąb siebie po to, by wydobyć ze sztolni naszej jaźni to, co nada sens naszemu życiu – albo chociaż to, co uchroni naszą integralność, jak twierdzi Storr – a co zarazem będzie być może czymś wartościowym dla innych, jak ocalone od spalenia dzieła Kafki.

O pamięci

Wspomnienia z przeszłości mogą być piękne i budujące albo traumatyczne i raniące. W tym drugim przypadku sprawiają cierpienie samemu pamiętającemu i wielu innym ludziom w jego otoczeniu. Często bywa tak, że pamiętający udaje się na psychoterapię i omawia minione lata swojego życia, czasem sięgając aż do czasów wczesnego dzieciństwa. Pragnie uleczenia, nowego startu, pragnie nieraz zapomnieć, chociaż akurat jest to mało terapeutyczne. Wszak człowiek pozbawiony pamięci nie byłby sobą, nie miałby poczucia tożsamości i ciągłości swego życia. Wszelkie przeżycia, te dobre, ale i te najgorsze, budują to, co nazywamy sobą. Jesteśmy wszystkim tym, co minęło, wszystkim co nam się przydarzyło – dobrym i złym. Pamięć jest warunkiem istnienia naszej świadomości, ale nie jest od niej niezależna. Pamięć zawsze była metaforyzowana jako swego rodzaju trwały zapis – od tabliczki woskowej u Platona po twardy dysk komputera obecnie. To jednak tylko uparta iluzja, wynikająca z wrodzonego człowiekowi pragnienia samooszukiwania się. Tak naprawdę pamięć jest zmienna, podlega ciągłemu przepisywaniu. Nieustannie na nowo tworzymy treść naszej pamięci, każde przypomnieniem przeszłości jest jej rekonstrukcją, zgodną z aktualnym obrazem samego siebie i obraz ten podtrzymującym. Dlatego nie warto przywiązywać się do szczegółów.