Archiwa miesięczne: Grudzień 2016

O nieuchronnej porażce

Leszek Kołakowski jest autorem jednej z najbardziej zwięzłych definicji religii: „Religia jest sposobem, w jaki człowiek akceptuje swoje życie jako nieuchronną porażkę”. Życie człowieka kończy się śmiercią, która miłosiernie kładzie kres owej nieuchronnej porażce. Jednak dopóki wierzący żyje, dopóty jego wiara daje mu pocieszenie, gdyż daje wizję kontynuowania istnienia w doskonalszej postaci aż poza granice śmierci. Dzięki temu snucie opowieści o bogu, niebie i dalszym życiu nie jest dla wierzącego jedynie sposobem na wyzbycie się lęku przed śmiercią, lecz także pozwala mu zaakceptować swoje życie bez względu na to, jak ono przebiega. Wypełniwszy swój umysł doktrynami jakieś religii wierzący odcina się od swojego prawdziwego życia i dopiero po tym zabiegu je akceptuje – ale tylko jako apendyks do wieczności. Wtedy świadomość nie jest mu więcej brzemieniem, bo już jej nie ma, została zastąpiona zestawem religijnych wyobrażeń symulujących realny świat i odsyłających do idealnej egzystencji post mortem. To jest cena, jaką Homo sapiens płaci za możliwość przetrwania. Wszelkie mity i doktryny religijne są bowiem wyrazem zapomnienia i odrzucenia podstawowego ludzkiego doświadczenia znikomości i absurdalności życia. Dlatego pozwolę sobie zaproponować jeszcze bardziej zwięzłą definicję religii, w trzech słowach oddającą wszystko, co człowiek zawsze w niej widział. Brzmi ona: będzie happy end.

Reklamy

O brakującym słowie

W swej „Etyce” Benedykt Spinoza wypowiada ciekawą uwagę: „Twierdzenie 21 wyjaśnia nam, co to jest współczucie, które możemy zdefiniować jako smutek, powstały z czyjegoś nieszczęścia. Nie wiem jak nazwać radość powstającą z czyjegoś dobra”. Jest czymś przejmująco tragicznym, że ten wielki filozof, który spędził lata na badaniu tajników duszy ludzkiej i sposobów jej wyzwolenia, nie zna  słowa na określenie takiego uczucia. Ale nie tylko Spinoza nie zna takiego słowa. Pytałem często wielu ludzi o jedno słowo określające radość z cudzego szczęścia. Nikt nie znał takiego słowa, wielu tworzyło jakieś zbitki typu „współradość”. Cóż, najwidoczniej zbyt rzadko odczuwamy radość z cudzego szczęścia, tak rzadko, że owo uczucie nawet nie ma szans zakorzenić się w naszej świadomości w postaci słowa.

O globalnej wiosze

Marshall McLuhan dawno temu głosił, że świat zmierza w kierunku globalnej wioski. Jego proroctwa się spełniają, jednak jak to zwykle bywa, w formie nieco odmiennej od tej ogłoszonej przez proroka. Osiągamy oto stan globalnej wiochy. Czym się wioska różni od wiochy? W każdej wiosce był wiejski głupek, lokalny wariat, stanowiący konieczny element życia wsi, dodający jej kolorytu, błąkający się na jej peryferiach. Wariaci chodzący na wolności zasadniczo nie są niebezpieczni, no chyba że obejmą urząd publiczny. Gdy zatem wiejski głupek zostanie wójtem i zajmie centralne miejsce, to robi się i śmiesznie i strasznie, bo wtedy wioska zamienia się w wiochę. By ująć to w dosadnej metaforze – dopóki tyłek pozostaje na swoim miejscu spełnia funkcję do której jest powołany, jest czymś pożytecznym. Gdy jednak uzurpuje sobie prawo bycia twarzą, to pogrążamy się w szambie. A dzisiaj dzięki mediom elektronicznym najgłębsze pokłady głupoty wypływają na wierzch i sadowią się w centrum życia społecznego. Następuje „przewartościowanie wszystkich wartości” i „powrót wypartego” w karykaturalnej postaci. Po raz kolejny „przemija postać tego świata”, rodzi się globalna wiocha, w której już nikt nie będzie wiedział, skąd pochodzą cytowane słowa.

O ewolucyjnym spojrzeniu na religię

Egzaptacja to termin z zakresu biologii ewolucyjnej, wprowadzony na określenie tych cech organizmu, które zmieniają swoją funkcję adaptacyjną. Przykład wyjaśni o czym mowa. Pióra powstały w procesie ewolucji najpierw jako sposób termoregulacji organizmu u dinozaurów, stanowiąc adaptację do określonych warunków życia, a dopiero później umożliwiły potomkom dinozaurów, czyli ptakom, latanie. Nastąpiła zmiana ich funkcji, czyli właśnie egzaptacja. Zatem rozumiemy, czym jest egzaptacja – jakiś organ powstaje w drodze adaptacji do pewnych warunków, potem te warunki się zmieniają i wtedy ten organ zmienia swoją funkcję, służy już do czegoś całkiem innego. Być może podobnie było z ludzkim mózgiem, w którym rozrastająca się kora mózgowa pierwotnie służyła do buforowania termicznego, jak twierdzą niektóre teorie, a dopiero wtórnie stała się siedliskiem świadomości. Możemy także to pojęcie spróbować odnieść do ewolucji ludzkiej kultury i jako egzaptacje ująć te jej sfery, które początkowo służyły czemuś innemu. Ludzie od tysięcy lat poświęcają mnóstwo czasu aktywności religijnej, która według jej zwolenników zaspakaja potrzeby egzystencjalne jednostki i cementuje spójność grupy wyznawców. Można jednak też pomyśleć, iż religijna funkcja umysłu jest właśnie egzaptacją. Jeśli tak, to z jakiej pierwotnej funkcji umysłu powstała, czemu owa pierwotna funkcja służyła?

Nim jednak zasugeruję jakąś odpowiedź na postawione pytanie chciałbym rozważyć ciekawą możliwość – może nie było żadnej pierwotnej funkcji umysłu, a religia pojawiła się jako zagospodarowanie spandrela? Słowo spandrel pochodzi ze słownika architektonicznego i oznacza przestrzeń pomiędzy łukiem wspierającym, a prostokątnym sklepieniem dachu. Powstanie tej bezużytecznej przestrzeni w budowlach spowodowały czysto fizyczne wymogi statyki. W wielu budynkach występuje spandrel w postaci najprostszej – to przestrzeń pod schodami, służąca jako schowek na rupiecie. Jednym słowem, spandrel to coś, co powstaje w wyniku pewnej konieczności architektonicznej, a nie jest zamierzonym i funkcjonalnym elementem konstrukcji. W ewolucji organizmów żywych może być tak, że spandrel stanie się egzaptacją, jeśli jakiś organ zmieni swoją funkcję i będzie służył do innych celów. Cele te jednak nie muszą być znaczące ewolucyjnie, mogą stanowić jedynie swego rodzaju zagospodarowanie spandrela. Tak być może było z pewnymi sposobami funkcjonowania ludzkiego mózgu, które powstały na drodze ewolucji, ale zyskały w dalszym jej toku odmienną funkcję, stając się wtórnie źródłem religii.

Wracając do egzaptacji chcę podać tylko jeden przykład. Chodzi mi o fenomen pareidolii, polegający na tym, że nasz mózg dopatruje się znaczących kształtów w chaotycznych zjawiskach jawiących się mu w świecie zewnętrznym. Jest to doskonale zrozumiałe w perspektywie ewolucyjnej – dzięki tej jego właściwości możemy sprawnie rozpoznawać ważne dla nas kształty w otoczeniu i reagować na nie. Ale to także nasz kochany mózg, nastawiony na detekcję sensownych i ważnych dla przeżycia całości znaczeniowych każe nam obecnie widzieć twarze w chmurach, Jezusa w zaciekach na szybie, czy diabła w dymie wydobywającym się z budynków World Trade Center. Niekoniecznie zatem religia stanowi największe osiągnięcie ludzkości, jak twierdzą jej wyznawcy, jest być może jedynie produktem ubocznym ewolucji ludzkiego umysłu, powstałym z połączenia wielu egzaptacji i spandreli. Bez wątpienia jednak ów by-product ewolucji został przez ludzi znakomicie wykorzystany jako sposób na przetrwanie w tym niewesołym świecie.