Archiwa miesięczne: Luty 2017

O człowieku wedle Herzoga

Ostatnio przypomniałem sobie parę filmów Wernera Herzoga. Zarówno tych fabularnych, jak na przykład „Aguirre, gniew boży” czy „Fitzcarraldo”, jak i tych dokumentalnych, jak „Grizzly man” czy „Spotkania na krańcach świata”. Ogólna moja refleksja po tych kilku seansach jest taka – nikt lepiej niż Herzog nie pokazuje w swoich filmach fundamentalnego szaleństwa gatunku ludzkiego i wręcz genetycznego bezsensu egzystencji człowieczej. Jego bohaterowie, ci fabularni i ci realni, są wspaniałymi egzemplifikacjami człowieczej patologii, są dziwakami, wyrzutkami, samotnikami, są zamknięci w swoich własnych światach, kreowanych przez ich psychikę. Nikt z nich tak naprawdę nie umie się odnaleźć w świecie społecznym, wszyscy są wyobcowani. Są zatem idiotami w źródłowym sensie tego słowa, które wywodzi się z greckiego przymiotnika „ídios” oznaczającego „swój własny, osobny, prywatny”. Film Herzoga „Zagadka Kaspara Hausera” nosił pierwotnie tytuł, pojawiający się zresztą na ekranie, który dokładnie oddaje ów źródłowy idiotyzm ludzkiej egzystencji: „Każdy za siebie, a Bóg przeciw wszystkim”. Nie znam słów bardziej zwięźle oddających kondycję człowieka. Zatem, panie i panowie, oglądajmy filmy Herzoga, bo to kształcące doświadczenie, acz do cna dołujące.

Reklamy

O zjadaniu zwierząt

„Rolnictwo jest obecnie zmotoryzowanym przemysłem żywnościowym, tym samym w istocie, co fabrykacja trupów w komorach gazowych i obozach zagłady.” To słynne słowa Heideggera.  Rocznie ludzie zabijają w celach spożywczych prawie 60 miliardów zwierząt. Wypada ponad 100.000 na minutę. Ta liczba dobrze oddaje dynamikę życia, polegającego przecież na wzajemnym pożeraniu się. Aż chce się tu sparafrazować Clausewitza i stwierdzić, że kultura to kontynuowanie okrucieństwa i bezwzględności natury innymi środkami. Ludzie łudzą się, że są czymś odmiennym, a nawet lepszym od zwierząt, ale tak naprawdę ich postępowanie jest tylko bardziej okrutną wersją zachowań zwierzęcych. Bardziej okrutną, bo uzasadnianą kulturowymi bajkami, takimi jak „czyńcie sobie Ziemię poddaną” albo „zysk jest wszystkim”. Przekonanie, że ludzie istnieją tylko po to, by przepuścić maksymalną liczbę żywych organizmów w formie hamburgerów przez swoje jelita to doprawdy najdoskonalszy wyraz obłędu tego gatunku.

O właściwej kolejności

Oto moja ulubiona taoistyczna przypowieść pokazująca, w pragmatycznym chińskim wydaniu, na czym polega owocujące szczęściem podążanie ścieżką tao (za M. Forstater „Duchowe nauki tao”, s. 21): „Bogaty kupiec odwiedził mędrca  i poprosił go  o wykonanie pięknej kaligrafii dla jego rodziny. ‚Chciałbym, żebyś wypisał na niej receptę na szczęście’ – powiedział kupiec. Mędrzec odrzekł, że będzie ona gotowa za tydzień. Kiedy kupiec powrócił, mędrzec pokazał mu swoje dzieło, na którym było napisane: ‚Ojciec umiera, syn umiera’. Kupiec wpadł we wściekłość. ‚Co to  za recepta na szczęście!’ – krzyknął. Mędrzec wziął do ręki pędzelek, zanurzył go w atramencie i napisał: ‚Syn umiera, ojciec umiera’. ‚Wolisz w tej kolejności?’ – zapytał”.

O przemijaniu cierpienia

Niedługo wejdzie na ekrany kin film „Pokot”, oparty na powieści Olgi Tokarczuk „Prowadź swój pług przez kości umarłych”. Trailer jest przejmujący, a ja mam nadzieję, że w filmie nie zabraknie, choćby w warstwie obrazowej, głębszej refleksji nad złem. Złem jakim jest polowanie, ale nie tylko. W powieści znalazłem bowiem intrygując zdanie: „Bo jeżeli zło stworzyło świat, to dobro musi go zniszczyć”. To stwierdzenie jest godne Schopenhauera i wydaje się być nieuniknionym wnioskiem dla kogoś, kto widzi, w jakiej kondycji jest ten świat, stworzony przez proces wzajemnego pożerania się istot. Ludzie tylko ten proces udoskonalili i zmechanizowali, wytwarzając jeszcze więcej cierpienia. Przykładem może być masowe odławianie ryb w oceanach, które sprawi, że za 30 lat już ich nie będzie. Cierpienie ryb przeminie dzięki masowym połowom. Cierpienie ludzi też przeminie, bo problemy żywieniowe (plus wyczerpywanie się zasobów, zmiany klimatyczne etc.) zapowiadają depopulację na dużą skalę. Coś mi się wydaje, że dobro już na dobre wzięło się do rozprawy z tym światem.