O psychologii

Czy możecie sobie wyobrazić czas, kiedy nie było psychologii? Tak z dwa wieki temu na przykład? Gdy osobą dotkniętą nieszczęściem zajmował się ksiądz, a nie psycholog? Doprawdy to trudne. Psychologia – i jej nieodrodna córa, psychoterapia – przenika dziś praktycznie wszystkie obszary życia społecznego. Jest w nim obecna zarówno w swej postaci karykaturalnej, jako psychozabawa w gazecie, jak też poważnej, jako testy, którym poddaje się kierowców, pilotów i wielu innych ludzi, od których zależy nasze życie. Zdanie eksperta w sądzie może przesądzić o wyroku skazanego, a miliony ludzi poddają się tysiącom form psychoterapii w rozpaczliwym poszukiwaniu polepszenia swego stanu psychicznego i sposobu samorozumienia. Mamy przy tym do czynienia z porażającą mnogością form psychologii, od tej jedynie uznawanej przez kręgi akademickie – i dr Tomasza Witkowskiego – jak psychologia poznawcza, przez rozmaite postaci psychoanalizy, która wydała tysięczne swe klony, aż po psychologię humanistyczną czy transpersonalną, że już nie powiem o modnych co każdą dekadę psychologicznych objawieniach rozmaitych guru. Grubo ponad wiek temu William James stwierdził, że psychologia jest dopiero nadzieją na naukę i niewiele się od tamtego czasu zmieniło, czego najlepszym dowodem jest namnażająca się nieustannie wielość nurtów psychologii i psychoterapii. Idee psychologiczne zostały znaturalizowane, stając się oczywistościami, które zdają się służyć jednemu celowi – wydawaniu opinii o innych. Jak dobrze wiadomo ludzie uwielbiają oceniać i współcześnie to terminy psychologiczne stały się źródłem poręcznego żargonu, który wybornie służy ocenianiu innych, a często też i samego siebie, nie przynosi natomiast większego pożytku używającej go jednostce.

Śmiem zatem wątpić, że żyjemy w cudownej epoce, w której zistoczyło się dzięki psychologii delfickie powiedzenie „poznaj samego siebie”. Psychologia jest dla mnie raczej symptomem niż lekarstwem, raczej emanacją powszechnego zagubienia niż jutrzenką wyzwolenia z chaotycznych cierpień współczesności, słowem czymś w rodzaju drapania swędzącego miejsca, co, jak dobrze wiemy, przynosi jeno chwilową ulgę. Nie jestem wszelako zwolennikiem powrotu do przeszłości, do epoki przedpsychologicznej, ponieważ, po pierwsze, nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, po drugie, przeszłość wcale nie była lepsza, a po trzecie – powrotu takiego pragną tylko fundamentalistyczni kretyni wszelkiej maści, a to rasa budząca me głębokie obrzydzenie. Ostatnie stulecia doprowadziły ludzkość do takiego stanu pomieszania i zagubienia, że pozostaje tylko obserwowanie owych jakże często rozpaczliwych prób wykorzystania najnowszej mentalnej zabawki ludzkości jako kolejnego ersatzu zbawienia. Żyjemy bowiem w „czasie marnym”, jak to już na początku XIX wieku wyłożył poeta Friedrich Hölderlin. Jest on też autorem słynnego sformułowania: „tam gdzie jest niebezpieczeństwo, rośnie także ratunek”. Czy psychologia okaże się tym ratunkiem przyszłość pokaże. O ile ludzkość nie wymyśli czegoś innego na jej miejsce.

Reklamy

2 thoughts on “O psychologii

  1. petrelpiotr

    Znam tylko jeden sposób samouleczenia się. Polubić siebie i znaleźć ulubione zajęcie. Moi znajomi od lat nie jeżdżą na urlopy. Wykonują tak fascynującą pracę, że żyją w poczuciu ciągłego przebywania na wakacjach.

    Polubienie

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s