O genezie medytacji

Badania ewolucjonistów i neurobiologów dowodzą, że do ukształtowania się mózgu człowieka w jego obecnej postaci doszło w wyniku selekcyjnych wpływów otoczenia, zarówno fizycznego, jak i społecznego. Powszechnie zakłada się, że skomplikowana architektonika mózgu jest odpowiedzią na wyzwania, jakie stawiało naszym przodkom zmieniające się otoczenie. Mózg w jego obecnej postaci jest najbardziej złożoną porcją materii jaką zna ludzkość, służącą, wedle kolejnego rozpowszechnionego mniemania, do rozpoznawania wzorców i odnajdywania połączeń przyczynowo-skutkowych. Na co dzień jednak traktujemy nasze mózgowe oprzyrządowanie głównie jako środek do poznawania i manipulowania wyłącznie otoczeniem społecznym. Istnieje nawet teoria, która mówi, że świadomość wyłoniła się z konieczności rozpoznawania nader skomplikowanych relacji w otoczeniu społecznym (tzw. teoria inteligencji makiawelicznej). Teoria ta roztacza wizję mózgu jako skomplikowanej maszyny do rozwiązywania złożonych problemów które pojawiły się wraz z życiem społecznym, swego rodzaju socjalnego superkomputera, który rozwinął się w obrębie małych grup, spełniających kryterium liczby Dunbara, czyli liczących ok. 150 osobników. Warto się zatem zastanowić, jak ten komputer funkcjonuje i jak owo funkcjonowanie ma się do kwestii genezy medytacji.

Najprostszym sposobem sprawdzenia sposobu funkcjonowania owego socjalnego komputera mózgowego jest doprowadzenie do sytuacji, gdy mózg otrzymuje minimum bodźców, czyli gdy nie wchodzi w żadne relacje społeczne. Obserwując go wtedy możemy poznać jak pracuje w stanie najbardziej podstawowym, nie będąc zmuszonym do nieustannego reagowania na napływające bodźce społeczne, a jedynie skupiając się tylko na samym sobie. Taka praca w stanie podstawowym to medytacja. Co pojawia się jako zaawansowany efekt medytacji? Jest to stan, który odczuwamy jako jedność ze światem, w którym już nie manipulujemy światem jako odrębne od niego podmioty, ale doświadczamy siebie jako część większej całości. Doświadczenie takiej jedności wpływa nader pozytywnie na funkcjonowanie naszej psychiki. Andrew Newberg badał osoby medytujące – buddystów i franciszkanki – i wykazał, że w w stanach najintensywniejszej medytacji drastycznie malał stopień ukrwienia w górnych partiach kory mózgowej płatu ciemieniowego, czyli w obszarze odpowiedzialnym za orientację przestrzenną oraz za odróżnianie własnego ciała od otoczenia. Efektem takich doznań medytacyjnych jest także polepszenie się zdrowia fizycznego i psychicznego, czyli tak dziś poszukiwana redukcja stresu, dodajmy – stresu mającego swe główne źródła w relacjach społecznych. Dlaczego tak wydawałoby się nienaturalna czynność jak medytacja ma tak pozytywne skutki? Moja odpowiedź na to pytanie brzmi następująco: uważam, że praktyki medytacyjne, sięgające być może początków praktyk jogicznych, których powstanie datowane jest na co najmniej parę tysięcy lat przed naszą erą, powstały jako odpowiedź na przebodźcowanie środowiska społecznego, do którego doszło w miejskich skupiskach ludzkich, powstałych po rewolucji neolitycznej. Sugeruję się tu tym, że najstarsze artefakty archeologiczne wskazujące na pierwotne praktyki medytacyjne związane z jogą pochodzą z wykopalisk staroindyjskich miast Mohendżo Daro i Harappa (3000 p.n.e.). Osiedlenie się ludzi, powiązana z tym uprawa roli oraz powstanie pierwszych miast doprowadziły do oderwania się ludzkiej psychiki od otoczenia przyrodniczego, do pogorszenia się kondycji psychofizycznej człowieka, a co najważniejsze, do nadmiarowego skupienia się człowieka na relacjach społecznych, które stanowią w miastach główne źródło bodźców. Moim zdaniem zaowocowało to pojawieniem się w miastach praktyk mających na celu z jednej strony oderwanie się od wszechobecnej gęstwy ludzkiej, a z drugiej ponowne nawiązanie jedności z naturą. Tak narodziła się medytacja.

W paleolitycznych kulturach nomadów to szamani byli tymi, którzy dbali o zachowanie jedności ich społeczności z naturą. W swych podróżach wewnętrznych sprowadzali zbłąkane, chore dusze członków plemienia z powrotem do ciał. Ich praktyki były skuteczne między innymi dzięki temu, że społeczności, którymi się opiekowali były ograniczone liczbowo i pozostawały w bliskim kontakcie z przyrodą. W o wiele większych społecznościach miejskich praktyki odnajdywania jedności ze światem musiały przybrać inne formy, gdyż przyrost liczby ludności powodował uwikłanie umysłu człowieka w relacje interpersonalne, które stanowią dla niego zagrożenie polegające na tym, że przekroczenie liczby Dunbara powoduje wzrost napięcia społecznego, rozluźnienie więzi i podział grupy. Pokazują to dobitnie współczesne obserwacje grup szympansich w miejscowości Ngogo w Ugandzie. W celu zaradzenia tym negatywnym zjawiskom pojawiły się więc praktyki medytacyjne oferujące indywidualną ścieżkę powrotu do pierwotnego doświadczenia jedności poprzez zanegowanie ego, które ma swe źródło w nadmiarowych relacjach społecznych. To my dziś, nieodrodni potomkowie neolitycznych rolników, poddani stresowi życia społecznego, potrzebujemy medytacji. I to nawet nie po to, by osiągnąć coś na płaszczyźnie duchowej, ale po prostu po to, by przetrwać. Podsumowując, medytacja nie jest jakąś odwieczną praktyką ludzkości, służąca podniosłym, duchowym celom. Jest ona praktycznym wynalazkiem neolitycznym, ściśle związanym z autodomestykacją człowieka zachodzącą w dużych skupiskach miejskich, wynalazkiem służącym nie tyle nawiązaniu kontaktu z jakkolwiek pojmowaną transcendencją, ile zachowaniu równowagi mentalnej jednostki funkcjonującej w ramach dużych grup ludzkich.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s