O stosunku filozofii do LSD

Daniel Pinchbeck w swej książce „Przełamując umysł” cytuje tekst z lat sześćdziesiątych, odnoszący się do terapeutycznego wpływu LSD: „Kluczowym spostrzeżeniem, obserwowanym wśród wszystkich osób, którym udało się wniknąć bardzo głęboko podczas swoich poszukiwań, jest rozpoznanie tego, że poza powierzchownym zróżnicowaniem zjawisk, obserwowanym przez świat nauki i podejście ‚zdroworozsądkowe’, rozciąga się jedna rzeczywistość, wobec której zasadne jest użycie takich określeń jak ‚nieskończona’ i ‚wieczna’”. Jak dodaje, „terapeuci zauważyli, że po prawdziwym rozpoznaniu przez pacjenta owej wiecznej jedności, dziewięć na dziesięć posiadanych przez niego problemów po prostu znikało.” Trudno nie zauważyć, że od tysięcy lat podobne zadanie stawia przed sobą filozofia, posiłkując się nieco innymi środkami, ale osiągając analogiczne skutki. Trudno też powstrzymać się od stwierdzenia, że filozofowi bez wątpienia więcej czasu zajmuje dotarcie do wspomnianej powyżej percepcji sub specie aeternitatis, dzięki której osiąga on tak skuteczną terapeutycznie percepcję „wiecznej jedności”. Jednak każde doświadczenie, by trwałym było, przemieniającym skutecznie percepcję jednostki, musi być nie tylko intensywne, co bez wątpienia zachodzi w przypadku doświadczeń z enteogenami, lecz także musi być zintegrowane ze strumieniem świadomości doświadczającego, a nie tylko go gwałtownie zmieniającym. Tu filozofia, pojęta właśnie jako przemiana percepcji, ma wiele do zaoferowania, jako ścieżka transformacji stopniowej. Powyższe rozważania zostały zainspirowane kilkoma rozmowami ze studentami filozofii, którzy, słuchając moich wykładów w ciągu ostatnich ponad dwudziestu lat, wyłożyli mi swe przekonanie „że na pewno coś biorę”. Tak, moi drodzy studenci, aplikuję sobie rozmaite specyfiki, znane pod firmowymi nazwami „Platon”, „Spinoza”, „James”, „Jung” i wiele innych :).

Reklamy

11 komentarzy do “O stosunku filozofii do LSD

  1. Magdalena Nowakowska

    Tak, lekarstwa o nazwie „Platon” czy „Jung” stoją na półkach bez recepty, a do tego są legalne. To jednak środki dostępne wytrawnym umysłom i, jak Pan słusznie zauważa, działające tylko w efekcie długotrwałego stosowania. Życia może nie starczyć, by doczekać się jakiejś głębokiej transformacji. Poza tym niektórzy, proszę Pana, są niczym osły i potrzebują lekkiego pchnięcia, by ruszyć z kopyta. Enteogeny to niezły bat nie tylko na upartych z natury, ale i takich, którzy chwilowo znaleźli się w oślim stanie umysłu – czytaj: przeżywają kryzys duchowy, z którego ani rusz w żadną stronę. Serwowanie wtedy Platona w roli farmakon mogłoby okazać się mało skuteczne, a biedny osioł zamiast wznieść się w rejony „wiecznej jedności”, niczym młody Cioran pozostałby do końca życia na szczytach rozpaczy, skąd jedyna droga prowadzi w przepaść głową w dół. Spadanie nie jest chyba tą zmianą percepcji, o jaką nam chodzi. Zresztą enteogeny też można serwować stopniowo, integrując je ze strumieniem świadomości doświadczającego – czego Pana tekst oczywiście explicite nie wyklucza. Pozdrawiam serdecznie!

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
  2. Mirosław Piróg Autor wpisu

    Ma Pani całkowitą rację. Można by napisać książkę grubą na ten temat. A i ona by nie odpowiedziała na podstawowe pytanie – dlaczego? Dlaczego ktoś czyta filozofów całe życie i pozostaje taki, jaki jest? Dlaczego ktoś psychoaktywne substancje asymiluje do swego organizmu – i nic to nie zmienia? Dlaczego ktoś trzydzieści lat praktykuje zen i dalej jest takim kretynem, jakim był na początku (znam takiego osobnika 🙂 ). Ten trudny do ujęcia czynnik jest czynnikiem indywidualnym. I ani kopyto tu nieraz nie pomoże, ani Platon. Jam tylko chciał zaznaczyć w tym króciutkim tekście, że – wbrew sugestiom moich studentów – i bez psychodelików można otworzyć bramy percepcji, w co oni wierzyć nie chcieli.

    Polubione przez 1 osoba

    Odpowiedz
    1. petrelpiotr

      Widocznie doświadczenie wiecznej i nieskończonej rzeczywistości nie każdemu jest dane.

      Co do mnie: – Znam jeszcze jeden środek prowadzący do doznania wrażenia wiecznej i nieskończonej rzeczywistości. To zdjęcia ze współczesnych instrumentów astronomicznych badających Wszechświat w całym zakresie widma fal elektromagnetycznych czy przetworzone informacje z detektorów fal grawitacyjnych lub z detektorów zderzaczy cząstek elementarnych. To naprawdę daje KOPA. Nie tylko w sferze intelektualnej.

      Polubione przez 1 osoba

      Odpowiedz
    1. Serg

      Wokół LSD narosło wiele mitów. Oczywiście można przypomnieć na temat tego specyfiku Carla Gustawa Junga, który stwierdził, że demony za pomocą tego specyfiku łatwo przywołać, demony psychiki z nieświadomości indywidualnej i gorzej, jeśli ze zbiorowej, ale jak je odwołać, jeśli nie będą chciały odejść. ? Niewątpliwie są ludzie, którzy dla wyrażenia siebie, wpadnięcia na jakiś koncept, czy ideę, zamysł dzieła potrzebują katalizatora. Można również powiedzieć, że nie wiemy, jeśli mowa jest o LSD jak ów środek podziała na określoną neurotyczną jednostkę. Może spowodować „podróż w głąb siebie”, „doświadczenie mistyczne Boga” zmieniające całą psychikę na lepsze, ale może sprowadzić upiory zmuszające – to rzadkość w przypadku LSD – ludzi do samobójstwa.
      William Seward Burroughs niewątpliwie specjalista, jeśli chodzi o różnego rodzaju używki, a także bardzo wnikliwy obserwator swojej epoki, powiedział, że problem środków psychoaktywnych w krajach tak zwanego zachodu jest problemem zaniku możliwości przeżycia prawdziwego doświadczenia religijnego, głodu autentycznej duchowości , u człowieka racjonalnego (z pozoru) Zachodu. Trudno się z tym nie zgodzić: Hipisi nadawali niemal religijne i mistyczne znaczenie LSD, skądinąd halucynacje pod wpływem tego środka mogą spowodować wizje i przeżycia bardzo podobne przeżyciom psychotycznym , również o treści religijnej. Carl Gustaw Jung powiedział, że człowiek zachodu stracił możliwość przeżywania żywego mitu, owa możliwość istnieje w przypadkach osób chorych psychicznie. Tym samym ważny element kultury „dzieci kwiatów” musiał zawierać na to chemiczne remedium. Rewolucja miała dokonać się w obszarze świadomości. Tym samym uważam doświadczenia poprzez psychodeliki za terapeutyczne, ale paradoksalnie u ludzi, którzy trochę znają siebie. Taka wyprawa – pomijając kwestię nielegalności narkotyków w Polsce – dla zupełnie nieświadomego żeglarza i oczekującego dobrej zabawy może skończyć się hospitalizacją na oddziale psychiatrycznym i dość przykrymi konsekwencjami w postaci reaktywnej psychozy.

      Pewien peruwiański szaman powiedział: grzyby nie oszukują to człowiek oszukuje. 🙂 Nie znamy siebie samych, niechętni trudnej, bo zmuszającej do wysiłku introspekcji wolimy medialne fantomy i mało wiemy o sobie samych. Warto również pamiętać, że psychodeliki amplifikują to, co już jest w umyśle zawarte nieporozumieniem i pomyłką jest przecenianie ich pod względem wpływania na kreatywność. Jednak człowiek potrzebuje mamideł i magicznych luster, człowiek poszukujący i tym samym histeria przy tego typu środkach w postaci drakońskich zakazów jest anachronizmem, co dowiodły i doświadczenia innych państw i statystyki, a sen, wizyjność i drzwi obiecujące raj i piekło zawsze będą pociągać ludzi. 🙂

      Polubione przez 1 osoba

      Odpowiedz
  3. Mirosław Piróg Autor wpisu

    A skąd pochodzi ta opinia Junga: „Oczywiście można przypomnieć na temat tego specyfiku Carla Gustawa Junga, który stwierdził, że demony za pomocą tego specyfiku łatwo przywołać, demony psychiki z nieświadomości indywidualnej i gorzej, jeśli ze zbiorowej, ale jak je odwołać, jeśli nie będą chciały odejść. ?” bo nie przypominam sobie, by on gdzieś pisał o LSD i w dodatku w kontekście demonów.

    Polubienie

    Odpowiedz
    1. Serg

      Nie pamiętam skąd to pamiętam, ale albo to była jakaś bardzo popularna książka, albo wywiad z nim, który przeczytałem. Na tyle jestem świadomy źródeł własnej wiedzy, że wiem, iż tego nie wymyśliłem, ani nie wyobraziłem sobie. 🙂 Ale jak znajdę dam znać 🙂 Oczywiście Jung nie miał na myśli realnych demonów jako bytów indywidualnych znajdujących się poza świadomością, co oczywiste chodziło mu o demony psychiki, także zbiorowej.

      Polubienie

      Odpowiedz
      1. Mirosław Piróg Autor wpisu

        Czytam na okrągło Junga od 30 lat i jako żywo nie pamiętam takiego tekstu. Znam tylko list z 1954 roku, w którym pisze nieco inaczej: „Is the LSD-drug mesca1in?25 It has indeed very curious effects— vide Aldous Huxley26 —of which I know far too little. I don’t know either what its psychotherapeutic value with neurotic or psychotic patients is. I only know there is no point in wishing to know more of the collective unconscious than one gets through dreams and intuition. The more you know of it, the greater and heavier becomes our moral burden, because the unconscious contents transform themselves into your individual tasks and duties as soon as they begin to become conscious. Do you want to increase loneliness and misunderstanding? Do you want to find more and more complications and increasing re­sponsibilities? You get enough of it. If I once could say that I had done everything I know I had to do, then perhaps I should realize a legitimate need to take mescalin. But if I should take it now, I would not be sure at all that I had not taken it out of idle curiosity. I should hate the thought that I had touched on the sphere where the paint is made that colours the world, where the light is created that makes shine the splendour of the dawn, the lines and shapes of all form, the sound that fills the orbit, the thought that illuminates the darkness of the void. There are some poor impoverished creatures, perhaps, for whom mescalin would be a heaven-sent gift without a counterpoison, but I am profoundly mistrustful of the “pure gifts of the Gods.” You pay very dearly for them. Quidquid id est, timeo Danaos et dona ferentes.27

        This is not the point at all, to know of or about the unconscious, nor does the story end here; on the contrary it is how and where you begin the real quest. If you are too unconscious it is a great relief to know a bit of the collective unconscious. But it soon becomes dangerous to know more, because one does not learn at the same time how to balance it through a conscious equivalent. That is the mistake Aldous Huxley makes: he does not know that he is in the role of the “Zauberlehrling,” who learned from his master how to call the ghosts but did not know how to get rid of them again:

        It is really the mistake of our age. We think it is enough to discover new things, but we don’t realize that knowing more demands a cor­responding development of morality. Radioactive clouds over Japan, Calcutta, and Saskatchewan point to progressive poisoning of the uni­versal atmosphere.

        I should indeed be obliged to you if you could let me see the ma­terial they get with LSD. It is quite awful that the alienists have caught hold of a new poison to play with, without the faintest knowl­edge or feeling of responsibility. It is just as if a surgeon had never leaned further than to cut open his patient’s belly and to leave things there. When one gets to know unconscious contents one should know how to deal with them. I can only hope that the doctors will feed themselves thoroughly with mescalin, the alkaloid of divine grace, so that they learn for themselves its marvellous effect. You have not finished with the conscious side yet. Why should you expect more from the unconscious? For 35 years I have known enough of the col­lective unconscious and my whole effort is concentrated upon prepar­ing the ways and means to deal with it”.

        Polubione przez 1 osoba

  4. Robert

    Wpis skojarzył mi się on bardzo z takimi postaciami takimi jak jak Alan Watts, Edward Stachura może Jerzy Krzysztoń. Osoby które w sferę wieczności prawdopodobnie wejrzały ale problemów ich to nie rozwiązało. Czemu tak się stało?
    Jogasutry opisują krok po kroku wypróbowaną drogę do trwałej i bezpiecznej (dla systemu nerwowego) transformacji świadomości. Zasady są twarde, etyczno-moralne, ciężka praca u podstaw – z ciałem i umysłem który trzeba głęboko uspokoić i odseparować od rzeczywistości materialnej, dyscyplina, pokora, rozum rozpoznający bestię umysłu egotycznego i silna wola zapanowania nad nią. Sprawa bardzo abstrakcyjna i do samodzielnego wykonania prawie niemożliwa.
    Dla większości proponował bym spojrzenie na świat nie z perspektywy ogólnej wieczności a z perspektywy końca swojego życia (V.Frankl), łatwe do wykonania w domu a często jakieś ciekawe refleksje się pojawiają i można się nieco zdystansować do problemów. 

    Polubienie

    Odpowiedz
  5. iwona huntert

    Milczenie i czas

    Ten czas co milczy zawiera słowa niewypowiedziane
    …dążeniom zaistnieniem wróży same przegrane

    Bo padło i cofnąć się go nie da
    … a za nim najczęściej jakaś bieda.

    Te na które ktoś czekał i nie posłyszał
    …co ważne uprzedziła głucha cisza.

    Tam też złość skryta lecz bywa że się wysili
    ….i z zaskoczenia wezbrana niszcząc wychyli

    I ból krzywdy, co taki trafi
    ….że nawet ciche… nie… wymówić nie potrafi

    Gdy ani jedna struna nie drży a głos się nie wyłania
    …..skupiasz się już nie na mówieniu bo to czas słuchania

    dostrzegasz wtedy więcej niż się wcześniej widziało
    dochodzisz do innych wniosków co się wyciągało

    Zanim się zacznie niepotrzebnie strzępić języka
    …warto z ciszy popatrzeć… bo rozum otwiera… choć usta zamyka.

    warto gdy dopadnie jakiś stan gorzki posłuchać ciszy nim sięgniesz po proszki….

    Polubienie

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s