O lęku

Sigmund Freud napisał kiedyś: „Ja jest przecież właściwym miejscem lęku”. Ja i współistotny z nim lęk odgradza nas od świata, od doświadczania życia, zniekształca percepcję ludzi i rzeczy. Zamyka to, co możemy nazwać swoim życiem w przerażająco ubogim kręgu schematów wyniesionych z dzieciństwa, które są podstawą kształtowania się naszego ja. Po cóż to ja, narodzone z lęku, miałoby trwać? A jednak pragniemy pomóc mu przetrwać i w tym celu na różne sposoby staramy się radzić sobie z lękiem. Pierwszy sposób to uległość, gdy podporządkowujemy się władzy innego, nie dając mu tym samym okazji do wyrządzenia nam krzywdy. Tu lęk rzeczywiście maleje, ale rośnie nasza zależność, bo chronimy się przed lękiem w deprawującej „ucieczce od wolności”. Drugi sposób to władza, gdy to my sami staramy się zapanować nad innym, by w ten sposób odgonić od siebie wszelkie zagrożenia poprzez ich „przerośnięcie”. Tu wyzbycie się lęku jest jeszcze bardziej pozorne, a utrata siebie jeszcze bardziej dotkliwa, gdyż zatracamy się w kontrolowaniu innych, uzależniając się od nich. Trzeci sposób to izolacja, w której ograniczamy swoje potrzeby i maksymalizujemy swoją samodzielność. Ten sposób wydaje się być często jedynym możliwym, ale wyrzuca nas poza kondycję ludzką, w objęcia pustelniczej samotności, w której obumieramy. Czwarty wreszcie to miłość, dzięki której staramy się zdobyć zainteresowanie i opiekę znaczących osób. To potencjalnie najlepszy sposób radzenia sobie z lękiem, lecz i on może się przerodzić w symbiotyczną zależność od obiektu miłości. Czy nie jest zatem tak, że przed lękiem nie da się uciec? Tak, ale tylko dopóty, dopóki owo ja, miejsce lęku, trwa niezmienne.

Reklamy

9 komentarzy do “O lęku

  1. Artur Żak

    Może rozwiązaniem jest stoickie rozróżnienie tego czego jest sens się lękać, od tego czego nie ma sensu, gdyż nie mamy na to wpływu. Wtedy, choć lęku się nie pozbywamy, to jednak wydaje się być bardziej oswojony… Bardziej ludzki…

    Polubienie

    Odpowiedz
  2. miraglenc-danecka

    Myśle że,poprostu lepiej się nie lękać. Gdy wpuścimy lęk do siebie to szybko i pięknie rośnie jak ciasto na drożdżach…. Myślmy o dobrych rozwiązaniach,o miłości, tolerancji. Bądźmy etyczni. Lęk to stan słabości. Nie oceniajmy innych.Bądźmy ponad ten stan.Sofokles powiedział ,że niema lepszej istoty niż człowiek. Wierzę w to.

    Polubienie

    Odpowiedz
    1. Robert

      Ale skoro już się lękamy może lepiej by było nie wypierać lęku do nieświadomosci (skąd na pewno kiedyś niespodziewanie wróci zwalając nas na ziemie a przedtem będzie nas zjadał od środka) tylko go w pełni sobie uświadomić być z nim w kontakcie i odnaleźć sposób by przeżyć go w całkowicie we wszystkich jego aspektach. Autor tego bloga zacytował kiedyś K.G.Junga o tym że kiedy uczucia dochodzą do swego kresu to natura odwraca swoje działanie.

      Polubienie

      Odpowiedz
  3. Mirosław Piróg Autor wpisu

    Tak, najlepiej się nie lękać. Ale papież rzekł :Nie lękajcie się. Chyba coś miał na myśli. A czy człek najlepszy jest? Wątpię. Planetę niszczy, miliony współbraci morduje w wojnach, chciwy jest i nieszczęśliwy.

    Polubienie

    Odpowiedz
  4. iwona huntert

    Lęk i nasze Ja
    Każde Ja w miłości nie w lęku powstaje….lęk to kajdany które potem się nakłada co zniekształcone wszech rzeczy widzenie podaje.

    I im więcej strachów tym bardziej i ciaśniej Ja się w sobie składa

    Uległość to ucieczka z tym strachem pozornie nie głupia…tyle że w niemocy decyzje upupia.

    Stać się silniejszym od lęku …..siłą wichru i burzy czyniąc z kamienia i stali…udając wielkich co czynią tylko bardzo mali.

    Ucieczka w pustki samotne przestrzenie milczenia…lecz co do tęsknoty duszy nic to nie zmienia

    Bo tęskni za tym drugim któremu siebie oddaje i nieustannie aż do końca starości…kiedy to nie odnajdzie

    uczucia pełni wewnątrz wzajemności.

    najlepszy sposób to miłość …..tak już od wieków bywa

    … lecz nie ta co uzależnia a wolna i prawdziwa.

    Tylko w takiej nie czujesz lęku by o lęku powiedzieć , własnego Ja nie można powstrzymać że będzie cicho siedzieć.

    a wzajemność uczucia nie zmieni i jeszcze to doceni.

    Polubienie

    Odpowiedz
  5. Robert

    Kiedyś chyba u A. de Mello przeczytałem że ostatecznie wszystkie uczucia można zredukować albo do lęku albo do miłości. Wynika z tego że należy kierować się ku miłość by oddalić się od lęku by ostatecznie stać stać się miłością i całkowicie pokonać lęk. Ale o jaką miłość tutaj chodzi? O taką przyziemną, racjonalną jaką opisuje E.Fromm w „O sztuce miłości” czy może chodzi o miłość która nie jest uczuciem pojawiającym się naturze, ale o miłość mistyczną tzw „Boże szaleństwo”, „urzeczywistnienie jaźni”.
    Warto jeszcze wspomnieć o innym aspekcie lęku nie jako głównym atrybucie struktury „ego-ja” ale bardziej materialnym bo chemicznym. Znamy wiele środków chemicznych uwalniających chwilowo od lęku. Często w chorobach somatycznych przebiegających z ostrymi stanami zapalnymi osoba chora odczuwa głęboki lęk, który znika po podaniu środków przeciwzapalnych…. skład chemiczny naszej krwi w odczuwaniu lęku też ma istotne znaczenie – w ten sposób cało kontaktuje się z mózgiem.

    Polubienie

    Odpowiedz
  6. Mirosław Piróg Autor wpisu

    Nie zgodzę się tylko z jednym – miłość, którą opisuje Fromm to na przykład miłość matki do dziecka – jej „przyziemność” jest podstawą zdrowia psychicznego ludzkości. Jak rzekł Krishnamurti : „Gdyby matki kochały swe dzieci, nie byłoby wojen”.

    Polubienie

    Odpowiedz
    1. Robert

      Czytałem Fromma bardzo dawno temu, najbardziej było istotne dla mnie to iż wyraźnie stawiał granice miedzy tym co miłością jest a co ją tylko imituje (przemoc w pięknym, szlachetnym lub czułostkowym przebraniu).
      Miłość matczyna z punktu widzenia ewolucyjnego powinna być określana – jak Pan to napisał – „przyziemną” natomiast kiedy obserwowałem moją żonę po urodzeniu dzieci to był w tym aspekt czystego sacrum, całkowite przesiąkniecie miłością, stan ekstatyczno-psychotyczny (wydaje mi się że dla KG Junga był to pierwiastek pogański w świadomości zbiorowej którego integracja z oficjalną teologią była niezwykle istotna).
      Kiedyś spotkałem się z opinią, że mistyczne doznanie wszechogarniającej miłości to uwolnienie tej właśnie potężnej energii z głębin źródeł życia. Ale czy źródła życia wywodzą się tylko z przyrody? niewiadomo….
      Pisząc o racjonalności miłości opisywanej przez Fromma miałem na myśli bardziej męskie aspekty tej energii takie jak: szacunek do integralności i poszanowanie granic, dostrzeżenie prawdziwych potrzeb i umożliwienie ich zaspokojenia, uczciwość, mądrość, troska, dawanie prawa do samodzielnego istnienia i funkcjonowania w świecie. Pozdrawiam 🙂

      Polubienie

      Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s