O byciu sobą

Imperatyw współczesnego człowieka brzmi: „Bądź sobą!” Zawsze gdy jesteśmy do czegoś wzywani świadczy to o odczuwaniu przez nas jakiegoś braku, niedostatku, który dzięki podjęciu wezwania możemy zaspokoić. Bo co to znaczy: być sobą? To nie tylko pamiętanie tego kim jestem w sensie biograficznej narracji, suma pamięci osobistej. Nie, to za mało. Być sobą to mocne ontologiczne wezwanie, któremu możemy sprostać tylko wtedy, jeśli wcześniej podejmiemy wezwanie epistemologiczne i naprawdę samego siebie poznamy. Bo poznanie siebie to oddzielenie tego, kim jestem, od tego kim nie jestem. Poznając siebie akceptuję siebie i staję się sobą. A wtedy za byciem sobą idzie robienie – jestem sobą więc robię to, co chcę. I nie chodzi tu o egoistyczne spełnianie impulsywnych zachcianek, lecz o podążanie za swoją prawdziwą naturą. Nauczyciel buddyzmu zen, Shunryu Suzuki napisał: „Kiedy wyrażamy naszą prawdziwa naturę, jesteśmy istotami ludzkimi. Jeśli tego nie robimy, nie wiemy czym jesteśmy”. Mamy zatem taki trójkrok: poznaj siebie, bądź sobą, rób swoje. Jeśli bowiem przez robienie nie wyrażamy tego, czym naprawdę jesteśmy, to rzeczywiście nie wiemy czym jesteśmy. Nasze czyny, uczucia i myśli rozmijają się między sobą i popadają w groteskowy chaos jak gromada naćpanych zajęcy. Tylko gdy jestem sobą moje myśli, pragnienia i działania stanowią jako tako spójną całość. Wtedy jestem, jak pisał Platon, sam dla siebie przyjacielem, bo gospodarstwo wewnętrzne sobie urządziłem jak należy i jestem jednością, a nie zbiorem przypadkowych składników. Bycie sobą jest najtrudniejszą robotą dla człowieka, nic dziwnego zatem, że w naszych czasach tak głośno rozlega się wezwanie do osiągnięcia tego stanu. Wydaje się on być uniwersalnym panaceum na zagubienie współczesnych ludzi, którzy nie mogą już odnaleźć siebie w byciu członkami jakiejś większej całości, a tylko jako niezależne indywidua.

Niestety, jeśli coś jest propagowane jako wezwanie dla każdego, ulega nieuchronnemu rozcieńczeniu i przeistacza się w swoje przeciwieństwo. Efektem tego rozcieńczenia jest rozumienie bycia sobą jako budowanie swojej marki osobistej. Najlepszym tego przykładem jest Donald Trump, dla którego zostanie prezydentem USA było tylko ostatecznym potwierdzeniem skuteczności jego marki, która ostatecznie sprowadza się wyłącznie do jego zasobów finansowych. Ci o mniejszych zasobach finansowych mogą sobie zrobić selfie w atrakcyjnym otoczeniu, by swoją markę podbudować. Zamiast być sobą człowiek współczesny chce stać się osobowością merkantylną, o której pisał Erich Fromm, czyli niczym innym, jak tylko obdarzonym szczątkową świadomością towarem. To największy błąd i klęska człowieka współczesnego, gdy bierze on uznanie w oczach innych, będące wszak niczym innym jak tylko powszechną zazdrością, za potwierdzenie tego, że jest sobą. To, co ogół uznaje za sukces jednostki, jest zwykle porażką samego indywiduum.

Reklamy

1 komentarz do “O byciu sobą

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s