O liście ostatecznym

Podstawą brytyjskiego systemu odstraszania atomowego jest zasada, że zawsze jeden nosiciel pocisków atomowych, okręt podwodny klasy „Vanguard”, musi pozostawać ukryty w głębi Atlantyku, by móc zareagować odwetem w razie ataku na Wielką Brytanię. Na okręcie tym znajduje się list, który zawiera informacje dotyczące tego, jak postępować, gdyby rząd Jej Królewskiej Mości został zmieciony atakiem atomowym i nie zdołał wydać odpowiednich rozkazów. Gdy dowódca okrętu podwodnego upewni się co do najważniejszej wiadomości, że Wielka Brytania i jej rząd już nie istnieją, ma otworzyć ten list, zwany „letter of last resort”. Pisze go za każdym razem nowo wybrany premier. Nie znamy jego treści, wszystkie dotychczas napisane listy są komisyjnie niszczone bez otwierania. Przyjmuje się, że premier może wybrać jedną z czterech opcji. Pierwsza i najbardziej oczywista: przeprowadzić atak odwetowy zgodnie z planem. Druga: znaleźć schronienie w kraju sojuszniczym i oddać się pod rozkazy tamtejszych struktur wojskowych. Trzecia: podjąć dalsze działania zgodnie z decyzją dowódcy okrętu. Czwarta: powstrzymać się od dalszych działań bojowych. Brytyjski system listu ostatecznego jest prawdopodobnie ewenementem w skali światowej i pobrzmiewa wiktoriańskim horrorem odwetu zza grobu. Trudno mi jednak powstrzymać się od refleksji, że ów naród dżentelmenów znalazł sposób na odpowiednie zachowanie się w sytuacji, z której nie ma żadnego dobrego wyjścia. A w takiej sytuacji obecnie znajduje się cała planeta.

Nie zazdroszczę dowódcy okrętu w sytuacji nuklearnego holokaustu. Nie zazdroszczę jednak także samemu sobie. Uświadamiam sobie bowiem, że także powinienem napisać – sam do siebie – taki list ostateczny. A nawet nie tylko go napisać, ale i już go otworzyć, gdyż podobnie jak dowódca „Vanguarda” najważniejszą wiadomość już otrzymałem. A brzmi ona: ludzkość umiera. Spowodowane przez nią rozregulowanie ekosfery Ziemi, wyniszczenie bioróżnorodności – będącej podstawą stabilności całego życia – oraz eksploatacja wszystkich zasobów ponad wszelką rozsądną miarę, jest wyrokiem śmierci. Wyszliśmy poza point of no return, spaliliśmy mosty i nic już nie można zrobić. Powtarzające się od dekad ostrzeżenia i przestrogi tysięcy badaczy pozostają bez odzewu. Mało tego, są oni posądzani o spiskowanie, zarzuca się im nihilizm, a co najmniej niepewność wyników ich badań. Jakże wielu całkiem rozsądnych ludzi mówi: „Nie mamy pewności, jesteśmy laikami, nie można tego wszystkiego brać na wiarę”. Rozumiem ich, najważniejsza wiadomość w historii ludzkości nie jest łatwa do strawienia.

Teraz jest już jednak za późno, nie możemy nawet napisać testamentu, w którym byśmy wyrazili swoją wolę wobec przyszłych pokoleń, gdyż ich po prostu nie będzie. Możemy tylko napisać list ostateczny, w którym opiszemy to, co zrobimy gdy wreszcie dotrze do nas wiadomość, że jest za późno. Obecnie jeszcze większość populacji Ziemi wypiera ową wiadomość, zaprzecza jej, tak jak pacjent terminalnie chory, który dowiedział się właśnie, że umrze. Niedługo pozostanie nam już tylko gniew i rozpacz, a potem ostateczna akceptacja końca.

Reklamy

1 komentarz do “O liście ostatecznym

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s