O ciemnej stronie kultury

Z czego jesteśmy dumni? Z kultury. To dzięki niej jesteśmy ludźmi, to ona pozwala nam wierzyć w nasze człowieczeństwo, to dzięki niej dysponujemy w ogóle takimi pojęciami jak godność, miłość, wiara, rozum, prawda, dobro, piękno – i wprowadzamy je, choć niestety niezbyt często, w życie. Tak pojmowana kultura jest często przeciwstawiana naturze, która jawi się wtedy jako irracjonalne siedlisko popędów, albo i samego diabła, jak do dawniej bywało. Bo czym bylibyśmy bez kultury, znajdującej swe oparcie w języku, w piśmie, ale też w sztuce, oddziałującej na wszystkie zmysły? Czym bylibyśmy bez obrazów z groty Chauveta, Tao-te-king, Upaniszad, Platona, Ewangelii, Nagardżuny, Al Ghazaliego, Szekspira, Bacha, Newtona, Dostojewskiego, Einsteina, van Gogha i tysięcy innych dzieł i ich twórców? Niczym innym jak tylko zwierzętami, biologicznymi maszynami Kartezjusza i Skinnera. Kultura zawsze dawała ludzkości nadzieję na rozwiązanie wszystkich jej problemów i budowała wizje jaśniejszej przyszłości. Jednak każdy kij ma dwa końce, ciemna strona zawsze towarzyszy jasnej, a zło podąża tuż za dobrem. Kultura i jej współczesne dziecko, czyli technologia, są dla jednych powodem do dumy, dla innych – takich jak ja – powodem do gorzkiej refleksji nad losem ludzkości.

To, co jest największą wartością kultury, zarazem stanowi jej najgorszą słabość i zagrożenie dla całej planety. Mam na myśli sposób, w jaki propaguje się ona w obrębie gatunku homo sapiens, a dzięki któremu jest, chciałoby się rzec, zabójczo skuteczna. Kultura jest przekazywana z pokolenia na pokolenie na zasadzie dziedziczenia cech nabytych. Oznacza to, że ewolucja kultury jest lamarkistowska. Tak o tym pisze S.J. Gould w swej książce Niewczesny pogrzeb Darwina: „To, czego uczy się jedno pokolenie, przekazywane jest następnemu bezpośrednio w procesie uczenia i w formie pisanej. Cechy nabyte są dziedziczone w technologii i kulturze. Ewolucja lamarkistowska postępuje błyskawicznie i ma charakter kumulatywny. Wyjaśnia ona fundamentalną różnicę między naszym przeszłym, czysto biologicznym modelem zmian, a obecnym oszalałym pędem ku czemuś nowemu i wyzwalającemu – albo ku przepaści”. Kumulatywny charakter przekazu kulturowego powoduje, że obecnie zmiany zachodzą już w tempie wykładniczym, a dzięki postępowi technologicznemu praktycznie co dekadę budzimy się w innym świecie. Aspekt konstruktywny kultury, który umożliwił początkowo naszemu gatunkowi tak oszałamiająca karierę na Ziemi, obecnie ustąpił już miejsca jej aspektowi destrukcyjnemu. Otrzymał on nawet swoją nazwę – antropocen. Tak, pędzimy ku czemuś, a dziś już wiadomo, że to raczej przepaść niż Eden. Książka Goulda ukazała się ponad czterdzieści lat temu i mógł on jeszcze mniemać, z typowym dla naukowców optymizmem, że dążymy ku wyzwoleniu. Dziś już tej wiary nie mamy, dziś zbieramy owoce owego niesamowitego lamarkistowskiego pędu, który wyniósł człowieka na czołowe miejsce w ekosystemie planety – tylko po to, by człowiek go zniszczył wraz z samym sobą.

Bez wątpienia jesteśmy wyjątkowi. Homo sapiens to pierwszy gatunek, który zagraża swojej własnej egzystencji. Jesteśmy gatunkiem, który opanował wszelkie nisze ekologiczne na planecie, a nawet wzbił się ponad nią. Jesteśmy gatunkiem, który rozwinął niesamowity sposób akumulacji doświadczeń zwany kulturą, dzięki której nasza ewolucja przyspieszyła w niewyobrażalny – też dla nas samych – sposób. Ten proces akceleracji wpłynął jednak negatywnie na ludzką psychikę. Kultura wprawiła nas w samozachwyt, uczyniła z nas ekstremalnie autoerotyczny gatunek, który nawet uznał niegdyś, że godny jest boskiej inkarnacji. Wszelkie jednak podniosłe wyobrażenia religijne, systemy filozoficzne i ideologie polityczne są niczym innym jak tylko kulturowym odpowiednikiem intoksykantów, bowiem podobnie jak one wprawiają naszą świadomość w stan błogiego samouwielbienia. Dziś, w obliczu zagrażającej katastrofy, chciałoby się apelować o otrzeźwienie, lecz apel ten jest daremny. Ludzkość bowiem, tak jak zwykle, szuka rozwiązań problemów stworzonych przez nią samą w obrębie dostępnych jej stanów mentalnych – a te są zdeterminowane przez kulturę. Dobrym przykładem są tu pomysły, bo za pomocą geoinżynierii zapanować nad globalnym ociepleniem, co jest żałosną popłuczyną biblijnego „czyńcie sobie ziemię poddaną”. Właściwe niczym się nie różnimy od stada żab w wysychającym bajorze, podobnie jak one tuptamy w kółko w oczekiwaniu na zagładę, przy wtórze podniosłych zaklęć, w których niczym mantrowe niezmienniki powtarzają się słowa „kultura”, „nauka” i „cywilizacja”, ale też „zysk”, „technika” czy „postęp”. Prawie wszystkie już się zdewaluowały, służą dziś jedynie jako apotropeiczne hasła maskujące rozpacz wobec nieuniknionego losu.

Reklamy

1 komentarz do “O ciemnej stronie kultury

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s