O naiwności fizyków

Dobrych parę lat temu na pewnym seminarium gromadzącym fizyków, filozofów i przedstawicieli innych dziedzin humanistyki słuchałem referatu dotyczącego natury badań antropologicznych, wygłaszanego przez panią dr hab. kulturoznawstwa. Referentka podkreślała nieunikniony wpływ jaki osobowość badacza – w tym przypadku chodziło o słynnego polskiego antropologa Bronisława Malinowskiego – wywiera na wyniki jego badań terenowych. Podkreślała szczególnie różnicę między terenowym dziennikiem Malinowskiego, zawierającym prowadzone na gorąco zapiski, a jego książkami, pisanymi już w sposób dający wyraz jego koncepcjom teoretycznym. Wywiązała się dyskusja dotycząca nieszczęsnego problemu obiektywizmu badań antropologicznych, w których niestety osobowość antropologa wydaje się być czynnikiem tyle istotnym, co zaburzającym. Głos w dyskusji zabrał też mój kolega ze studiów, obecnie już profesor fizyki. Był drugim najmądrzejszym na roku. Pierwszy, gwiazda rocznika, zrobił doktorat, ale skończył jako nauczyciel fizyki w liceum. No i ten mój kolega profesor zaproponował, że aby otrzymywać w pełni obiektywne informacje o życiu jakiegoś pierwotnego plemienia, należałoby zamontować (na drzewach??) kamery i przesyłać obraz (najlepiej na żywo??) do pracowni antropologa. Najpierw pomyślałem, że żartuje, ale nie, on mówił to na poważnie. Uderzyła mnie wyjątkowa głupota tego pomysłu, proponującego uprawianie antropologii jako swego rodzaju reality show. Metoda jaką zaproponował jest bez wątpienia idealna, ale tylko gdy badamy cząstki elementarne, jak na przykład elektrony. O ile mi jednak wiadomo ludzie się nieco różnią od elektronów. Kto by jednak na to zważał, skoro ma w dłoni wspaniała metodę?

Fizycy, a także inni naukowcy, jak również wszelkiej maści technokraci i inżynierowie, zbyt często pokładają zbyt duża wiarę w metody, których ich nauczono. I ta wiara, czy też właściwie pycha, a z psychologicznego punktu widzenia inflacja świadomości, pozbawia ich zdolności myślenia i czyni z nich naiwne dzieci. Niestety to oni są konstruktorami współczesnego świata, w dodatku razem z neoliberalnymi kapitalistami podzielają wizję człowieka jako maszyny, czy to fizycznej w ich przypadku, czy finansowej, jak mniemają ci drudzy. To krańcowo nieludzki punkt widzenia – chociaż tak cenny dla nauki, bo maksymalnie obiektywny, wyzuty z jakiejkolwiek podmiotowości. Podzielając go przyczyniają się wszakże do beztroskiej destrukcji planety, co wypływa ostatecznie nie z tego, że ich umysły są jakoś szczególnie przesiąknięte złem, lecz raczej są zatrważająco infantylne, pogrążone tylko w dążeniu do osiągnięcia namacalnych zysków i iluzji panowania nad rzeczywistością. Promowana przez umysły technokratyczne zasada: „Co nauka zepsuła, nauka naprawi” tak naprawdę jest formacją reaktywną, maskującą postawę: „Après nous, le déluge”. Jak to niegdyś napisał Jung: „Ludzki umysł jest jak mały chłopak, który poświęci wszystko dla zdobycia nowej zabawki, ale pieczołowicie unika wglądu w samego siebie”. Wspaniały przykład takiej filozofii destrukcji usłyszałem kiedyś z ust małego chłopca: „To jest moje, więc mogę to zniszczyć”. Bo czyż nie jest dla takiego typu umysłowości czymś najbardziej atrakcyjnym, taką nową zabawką, obmyślenie jakiegoś geoinżynieryjnego pomysłu, mającego „zapobiec” zmianom klimatu, niż pójście po rozum do głowy i zaprzestanie technicznej eksploatacji planety? Nie, wolą się bawić. Earth is no more god’s playground, it is a playground for children.

Reklamy

4 komentarze do “O naiwności fizyków

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s