O optymizmie w antropocenie

Jak wiadomo pesymista to dobrze poinformowany optymista. Trudno mi być optymistą. Wolę mówić, że jestem realistą, opierającym swoje sądy na aktualnych danych naukowych. Więc niniejszy wpis jest swego rodzaju wymuszoną próbą innego spojrzenia na te dane. Są one, co tu gadać, niezbyt nastrajające do optymizmu. Aktualny stan naszej planety i ludzkości, który dwa tygodnie temu streściłem w skrócie 3K (o tym piszę tu), nie zapowiada nic dobrego. Wiadomo jednak, że dobro i zło są ze sobą splecione w odwiecznym tańcu i że jedno wynika z drugiego. Czy może zatem coś pozytywnego wyniknąć z pesymistycznych prognoz odnośnie przyszłości? Może to tylko pewna faza w rozwoju ludzkości, która jest trudna, ale z czasem doprowadzi do czegoś pozytywnego? Załóżmy, że tak jest. Może da się tu zastosować następująca metaforę: przyrównajmy obecny stan cywilizacji ludzkiej do transformacji gąsienicy, która właśnie zmienia się w poczwarkę. W tej fazie jej wewnętrzne narządy ulegają całkowitemu rozpuszczeniu – histolizie. Potem następuje happy end, wyłania się dojrzała postać motyla, zwana poetycko imago. Może zatem obecne przemiany na Ziemi są właśnie owym momentem przepoczwarzania? Nawet jeśli tak optymistycznie na to spojrzymy, to trzymając się tej metafory musimy zauważyć, że aby doszło do czegoś tak pozytywnego, jak wyłonienie się nowego kształtu ludzkości, aktualny kształt życia ludzkiego i tworzący go ludzie muszą ulec całkowitemu rozpuszczeniu, holokaustycznej histolizie. Co to oznacza? Może tylko to, że jak będziemy mieli szczęście to miliardy zginą, ale nie wszyscy. Może też to, że jak będziemy mieli szczęście, to cierpienia ludzi będą krótkie. Prognozy Meadowsów, zawarte w ich książce „Przekraczanie granic” są ciągle aktualne, a przewidują one radykalny spadek liczby ludzi na Ziemi w ciągu dekady czy dwu. Pesymista powie, że czeka nas świat rodem z Mad Maxa, a ja, siląc się na optymizm, czekam na nowy górny paleolit.

Jak zauważyliście, wpis ten sponsoruje słówko „może”, użyte przeze mnie już sześć razy. Oznacza to, że nadzieje na optymistyczną wizję przyszłości są według mnie nieco nikłe, oceniam je tak na maksimum 5 %. Może (to już siódme użycie tego słówka) się mylę, gdyż tylko ideologia jest źródłem absolutnie pewnych przekonań, a nauka daje swe predykacje, zwłaszcza w tak skomplikowanym temacie jak klimat, tylko z ograniczoną pewnością. Dobrze, bądźmy zatem optymistami, ale zwróćmy uwagę na to, że owa ograniczona pewność nauki ma dwa oblicza. Może (ups, ósmy raz) być lepiej niż przewidują prognozy, ale też może (to groźna dziewiątka) być o wiele gorzej. Może zatem (to dziesiąty raz, ostatni) lepiej nie traktować obecnej sytuacji po prostu jako dobrej czy złej, ale idąc śladem pragmatycznych chińskich taoistów, zastanowić się jak mamy postępować, jakie zachowanie jest właściwe i skuteczne w tych okolicznościach. Cóż, naukowcy od lat powtarzają co mamy zrobić, ale ludzkość ich nie słucha. I jak tu być optymistą? Optymizm musi mieć podstawę, nie może być zwykłym zagadywaniem lęku, jak to to ma zwykle miejsce. Taki powierzchowny optymizm wynika tylko z niewiedzy i wyparcia przykrych emocji, co prowadzi do postawy streszczającej się w idiotycznym zawołaniu „jakoś to będzie”. Potrzebna jest świadomość, a ta nigdy nie pojawia się bez przetrawiającego, bolesnego ognia emocji. Dla mnie ich źródłem zawsze było pesymistyczne spojrzenie na rzeczywistość, tak w stylu Schopenhauera. Dziś jednak już nie trzeba czytać filozofów, wystarczy lektura raportów naukowców, by wzbudzić w sobie ogień emocji, by wzbudzić w sobie świadomość.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s