O trybie domyślnym

W czasie badań nad mózgiem odkryto, że także wtedy, gdy mózg „odpoczywa”, gdy nie wykonuje żadnych zadań podawanych przez badaczy, stale utrzymuje się w nim pewien poziom aktywności. Jeśli nawet nic nie robimy, to neurony cały czas są aktywne, czymś się zajmują. Nazwano to trybem domyślnym działania mózgu( brain’s default mode), czyli swego rodzaju ustawieniem fabrycznym mózgu. Jego przejawy znamy bardzo dobrze, bo gdy zwykle „nic nie robimy”, to nasze myśli krążą wokół nas samych. „Czy dobrze to powiedziałem?, „Jak on mógł to zrobić”, „Ona mi się podoba”, „Jak mam jutro postąpić?” itp. itd. – tysiące myśli, a wszystkie krążą wokół „ja”. Snujemy te myśli nieustannie, tkając z nich tkankę tego, co nazywamy swoim „ja”. Wspominamy, planujemy, rozpamiętujemy, ruminujemy nieustannie (o ruminacji pisałem tu). Błądzimy myślami, nader często skupiając się na wszelkiego rodzaju lękach i potencjalnych zagrożeniach, które mogą nas spotkać. Dlatego buddyści mówią, że błądzący umysł to umysł nieszczęśliwy. Dlatego też tak sobie cenimy te chwile, gdy tryb domyślny działania naszego mózgu schodzi na plan dalszy, jak to się dzieje w chwilach intensywnych emocji, silnych przeżyć, albo wtedy gdy wchodzimy w stan przepływu (flow). Wtedy zapominamy na chwilę o sobie i dajemy sobie odetchnąć. Nasze błądzące „ja” zanika, rzeczy się po prostu dzieją.

To, co uważamy za coś najważniejszego na świecie, nasze „ja”, jest zatem tylko wynikiem aktywności podzespołów neuronalnych pracujących w trybie domyślnym, spajających myśli, uczucia, impulsy w jedną, acz jakże iluzoryczną, całość. Można by powiedzieć metaforycznie, że neurony cały czas „gadają” ze sobą, by podtrzymać nasze doświadczanie „ja”. Może to one są odpowiedzialne za głos w naszych głowach, niestrudzonego komentatora życia (pisałem o nim tu). Ta gorączkowa działalność naszego mózgu, który przez większość czasu nieustannie zajmuje się tylko samym sobą, wytwarza poczucie „ja”, nieustanie lgnącego do przyjemnych doświadczeń i unikającego nieprzyjemnych. Mózg, pożerający aż 20 procent energii pobieranej przez ciało, zajmuje się głównie tworzeniem mniej lub bardziej spójnej narracji konstytuującej to, co nazywamy „ja”. Historie, które opowiada, są wynikiem pracy mózgu „na wolnym biegu”, efektem ubocznym, czymś bez czego potrafimy sobie doskonale radzić. Podkreślają to wszystkie tradycje duchowe uważające „ja” za zbędny balast, odpowiedzialny za cierpienie doświadczane przez nas w tym świecie. Nic w tym dziwnego, gdyż „ja” to skurcz świadomości, bolesny sam w sobie. Tylko jego relatywizacja – czyli, jak to mówi buddyzm, zobaczenie pustki „ja” – daje ulgę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s