O planetarnym paragrafie 22

Na początku tego stulecia Stanisław Lem, w rozmowach ze Stanisławem Beresiem, wypowiedział profetyczne słowa: „Co będzie się działo w najbliższych dziesięcioleciach? Myślę, że dobitnie pokazują to wszystkie eksperymenty ze szczurami, którym pozwala się na swobodne rozmnażanie. Najpierw pojawia się silne pobudzenie, potem ogólne rozwścieczenie, degeneracja gruczołów nadnercza, a na końcu ataki agresji i szału. To wszystko zresztą jest widoczne już obecnie, ale nikt nie zwraca na to uwagi”. Od tego czasu minęły już prawie dwie dekady, a świat coraz bardziej przypomina eksperyment Calhouna, do którego wyraźnie nawiązywał Lem. W przypadku ludzkości dynamika tego eksperymentu jest napędzana przez dwa synergiczne czynniki. Jeden to przeludnienie, drugi to ekspansja techniki, która umożliwia nadmierne rozmnażanie się ludzi. Dobitnie tego przykładem jest sukces zielonej rewolucji, dzięki której ongiś uniknęliśmy przepowiadanej klęski głodu – ale teraz mamy miliardy do wyżywienia. Jednak, podobnie jak dwie dekady temu, prawie nikt nie zwraca dziś większej uwagi na nadchodzące zagrożenia, oprócz może paru procent populacji. Naukowcy trąbią na prawo i lewo o klimatycznym kryzysie, ale masy konsumują i mnożą się jak szalone. Cóż, argumentacja oparta na danych naukowych nie trafia do świadomości zwykłego człowieka, dopiero wstrząs sensoryczny to uczynić może, bo gdy woda chałupę takiemu podtopi, to dopiero pojmie, że coś się dzieje.

O ile przeludnienie w sposób oczywisty nawiązuje do wspomnianych powyżej szczurów, to technika i kształtowana przez nią technologiczna mentalność soteryczna, streszczająca się w powiedzeniu: „Co technika spieprzyła, technika naprawi”, jest twórczym dodatkiem ludzi do tego eksperymentu. Lem był zdania, że technologia jest rakotwórczym procesem, który przeżera tkankę kultury i doprowadzi do jej upadku. Obserwując współczesny świat, trudno się z nim nie zgodzić. Mało tego, już nie tylko kultura, ale i Ziemia w swej biologicznej egzystencji ulega technologicznej i konsumpcyjnej destrukcji. Ludzkość zamiast podjąć realne działania na rzecz ograniczenia konsumpcji energii i wzrostu populacji, próbuje się wydobyć z bagna, w które się wpakowała, acz robi to niczym sławetny baron Münchhausen, czyli głównie gadaniem. Nie dziwię się temu, bo samoograniczenie to największa herezja, zamach na podstawowe prawo ludzkości, jakim jest prawo do nieograniczonej ekspansji. Działania podejmowane przez jej przedstawicieli, a raczej ich brak, są najlepszym wyrazem patowej sytuacji. Polityczne łamańce czynione na konferencjach COP od ponad ćwierć wieku nie przyniosły żadnych, ale to żadnych, konkretnych rezultatów: emisje dwutlenku węglą rosną w najlepsze.

Słowem, tkwimy w swego rodzaju planetarnym paragrafie 22, który polega na tym, że – jako wspomniałem powyżej – tylko naoczna katastrofa klimatyczna, adekwatny wstrząs sensoryczny zapewniając, może zmienić świadomość ludzi. Jeśli jednak taka już nastąpi, to będzie za późno na zmiany świadomości, pozostanie tylko ratowanie resztek cywilizacji, albo i jeno ratowanie jednostek. Przypomnę treść owego paragrafu z powieści Josepha Hellera: „Był więc tylko jeden kruczek – paragraf 22 – który stwierdzał, że troska o własne życie w obliczu realnego i bezpośredniego zagrożenia jest dowodem zdrowia psychicznego. Orr był wariatem i mógł być zwolniony z lotów. Wystarczyło, żeby o to poprosił, ale gdyby to zrobił, nie byłby wariatem i musiałby latać nadal. Orr byłby wariatem, gdyby chciał dalej latać i byłby normalny, gdyby nie chciał, ale będąc normalny musiałby latać. Skoro latał, był wariatem i mógł nie latać; ale gdyby nie chciał latać, byłby normalny i musiałby latać”. Ludzkość jest takim Orrem i cóż, lata dalej. Nie ma innego wyjścia. Założę się o skrzynkę dobrej whisky, że ani dwa najbliższe lata, ani tym bardziej dwie najbliższe dekady nie przyniosą nic dobrego. W prawdopodobnej kolejności czekają nas dosyć niewesołe rzeczy: krach ekonomiczny, wynikły z immanentnych ograniczeń i dysfunkcji systemu kapitalistycznego; krach militarny, wzniecany brakami zasobów surowcowych i nadmiarami uchodźców; i w końcu pieczętujący wszystko krach klimatyczny. Najweselej będzie, gdy się owe krachy zbiegną się w czasie. Nie składam więc noworocznych życzeń czytelnikom mego bloga. Życzę wytrwałości i odwagi. Nie będzie dobrze.

Reklamy

2 komentarze do “O planetarnym paragrafie 22

  1. antykwariatsuszek

    Życzenia przyjmujemy, bo wytrwałość i odwaga zawsze się przydadzą, nawet jeżeli jednak będzie dobrze. My ze swojej strony życzymy Tobie i wszystkim żebyś jednak przegrał zakład o tę skrzynkę 😉

    Polubienie

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s