Archiwa miesięczne: Styczeń 2019

O niebieskich kłamstwach

Z białym kłamstwem mamy do czynienia wtedy, gdy nie mówimy prawdy komuś, bo nie chcemy tej osoby zranić. Wtedy powstrzymujemy się od powiedzenia prawdy lub też wymyślamy naprędce jakąś pocieszającą opowieść. Kłamstwa mają też inne kolory, na przykład są niebieskie kłamstwa. Niebieskie kłamanie zachodzi wtedy, gdy chcemy się komuś przypodobać, najczęściej jakieś grupie ludzi, z którą coś nas wiąże. Wtedy nader chętnie wypowiadamy zdania, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Kolor tego kłamstwa pochodzi podobno od niebieskich mundurów policjantów, którzy kłamią na niebiesko, by ochronić swoich kumpli. Bo tym, co mocno łączy ludzi, niekoniecznie jest prawda. Mocniejszym lepiszczem jest właśnie kłamstwo, niebieskie kłamstwo. Jeśli utrzymujemy niedorzeczne poglądy, na przykład jesteśmy zwolennikiem jakieś teorii spiskowej, to osiągamy dwa cele: po pierwsze, atakujemy swoich przeciwników, a po drugie, co ważniejsze, sygnalizujemy lojalność wobec tych, którzy utrzymują poglądy takie jak my. I nie ma tu nic do rzeczy to, że te poglądy są niedorzeczne, jak na przykład twierdzenie, że Ziemia jest płaska. Jeśli będę twierdził, że jest płaska, zaimponuję swoim braciom w wierze, zdobędę ich poklask i akceptację. Staniemy razem wobec zdania większości, jako wybrańcy, poza tłumem. Wypowiadając niebieskie kłamstwo wyrażam moją solidarność z ideowymi braćmi.

Ten mechanizm najbardziej jaskrawo przejawia się w sferze religii. Nic tak nie spaja ludzi jak wiara w coś absurdalnego, zgodnie z powiedzeniem przypisywanym Tertulianowi: Credo quia absurdum. Wierzę, bo to jest niedorzeczne, wierzę, bo to wierzenie spaja mnie najmocniej z innymi, którzy także je podzielają. Wypowiadając jakąś niedorzeczność mogę być w pełni świadomy tego, że jest ona niedorzecznością, ale czynię to, by być członkiem grupy. Na co dzień mamy z tym mechanizmem do czynienia w sferze polityki, która w swej warstwie retorycznej składa się właściwie z samych niebieskich kłamstw. Nie ma bowiem skuteczniejszego środka do zawarcia koalicji z podobnie myślącymi jak zgrabnie ułożony szereg niebieskich kłamstw, zwany programem politycznym. Niebieskie kłamstwo występuje też w wymiarze mikro, pomiędzy dwoma osobami, co Francuzi nazywają folie à deux. Współcześnie, w sferze internetu szczególnie, niebieskie kłamstwo zwane jest fake newsem. Pewnie przykłady mógłbym dalej mnożyć, ale wypada podsumować – czy białe, czy niebieskie, wszelkie kłamstwa są podstawą istnienia społeczeństw. Grupa weredyków rozpadłaby się po paru minutach rozmowy.

Reklamy

O iluzji faktów

Pewien dziewiętnastowieczny lekarz sugerował, że bóle fantomowe w utraconych kończynach są dowodem na istnienie duszy – „Bo skoro ręka może przetrwać swoją fizyczna zagładę, to dlaczego nie miałoby tak być z całą osobą?” pytał. Ból w odjętej ręce bez wątpienia jest dojmującym faktem dla osoby, która go czuje. Wszakże raptowność, z jaką ludzie biorą dowolny fakt za dowód potwierdzający ich koncepcje zawsze mnie dziwiła. A już wnioskowanie, że skoro to, co nie jest widoczne, boli, to zatem to, co niewidoczne (dusza) istnieje, jest doprawdy żałosne. Fakty mogą być bardzo przekonujące, ale nie można ich włączać tak beztrosko w ciąg swego rozumowania. Bez ich krytycznej analizy doprowadzi to do absurdalnych wniosków. Większość ludzi przekonują takie namacalne fakty, rzadkie jest właściwe łączenie faktów i myśli. To trudna robota, bo nasze umysły zwykle idą po linii najmniejszego oporu. Podam przykład.

Na początku lat dziewięćdziesiątych otrzymywałem wypłatę w gotówce (tak, wtedy konta bankowe nie były taką oczywistością jak dzisiaj). Banknoty wkładałem do książki leżącej blisko mego biurka na półce. Była to pewna pozycja dotycząca mistyki chrześcijańskiej. Często wyjmowałem z niej i wkładałem otrzymywane banknoty, nic zatem dziwnego, że po paru latach wyglądała ona jak najbardziej zaczytana pozycja w mej bibliotece. Jej wygnieciona od częstego wyjmowania obwoluta wydawała się być tego najlepszym dowodem. Pewnego razu jeden z moich gości uważnym wzrokiem przejrzał me książki i rzekł: „Nie wiedziałem, że jesteś chrześcijaninem”. Widząc me szczerze zdziwione spojrzenie odparł, że przecież widzi, co najczęściej czytam. Nic nie odpowiedziałem, pozostawiłem go w jego iluzji.