O umieraniu kotów i ludzi

Ludziom trudno jest odejść. Kurczowo lgną do wszystkiego, co przeżyli i pragną kontynuować swoje miałkie istnienie w nieskończoność. Pragną nieśmiertelności. Wyobrażają sobie, że będą trwać niezmiennie w najdoskonalszej postaci, jak kolorowe obrazki w broszurce świadków Jehowy. Nie pytają się, nie zastanawiają się, chcą jedynie trwać. Po co?

Jak pisał Wittgenstein, śmierć nie jest zdarzeniem życia. Jest granicą, jak podmiot jest granicą świata. Czy kot jest podmiotem? Czy kot umiera? Według mnie – nie. Kot odchodzi. Gdy poczuje, że nadszedł jego czas, wychodzi na zewnątrz, idzie do ogrodu czy lasu, w sobie tylko znane nocne krainy, które zawsze odwiedzał wtedy, gdy był młody i sprawny. Odwiedza je po raz ostatni, i kładzie się pod krzakiem, pod którym niegdyś czatował na mysz. Tam zamyka oczy.

Właściwie jedyną rzeczą w życiu człowieka, którą może on zrobić dobrze, to dobrze umrzeć. U swego kresu musimy się poddać, doświadczywszy absolutnej przeźroczystości naszego życia. Przygotowanie do tego doświadczenia jest dane nam już wcześniej, gdy po przekroczeniu połowy życia widzimy, jak krucha jest namacalność tego świata. Wtedy widzimy, że wszystko jest jakby ze szkła, przenikamy wzrokiem na wskroś i dotykamy samego skraju nicości. Wtedy nieomal zmysłowo wiemy, że wkrótce już nie będziemy istnieć. Niektórym poczucie tego jest dane od wczesnego dzieciństwa, kiedy to, nie mogąc zasnąć, leżeli zdrętwiali, przerażeni dojmującą wizją nicości. Potem w ich życiu doświadczenie to pozostaje niezmienne, jedynie coraz bardziej zrasta się z tkanką rzeczywistości i obrasta treścią zmiennych przeżyć, jak rafa koralowa, stając się coraz konkretniejsze, twardsze i coraz bardziej niezmienne.

Reklamy

1 komentarz do “O umieraniu kotów i ludzi

  1. petrelpiotr

    Ciekawe. Coś w tym jest. Pewnie dlatego zacząłem żyć chwilą a przestałem planować. Jestem jak ten kot. Usiłuję zwiedzać stare kąty, aczkolwiek wciąż próbuję przeżyć coś intelektualnie nowego. Najczęściej kończy się to konstatacją, że to nowe to jakby „pogłębione” stare. Może dlatego, że z odejściem kogoś bliskiego jest mnie jakby mniej. Pozdrawiam.

    Polubienie

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s